14 lipca, 2016

Barry M ~ genie, magiczna pomadka


Co prawda mam ją już ponad 1,5 roku to dopiero dzisiaj postanowiłam się o niej wypowiedzieć. Natknęłam się na nią w Minti. Zamówiłam, bo koleżanka robiła zakupy, więc żal było nie skorzystać z pół darmowej przesyłki. 

Pewnie dla nikogo nie będzie to zaskoczeniem, ale przyciągnął mnie je oryginalny kolor sztyftu. Jak chyba wszystkich którzy się na nią skusili.





Reklamują ją tym, że na każdych ustach wygląda inaczej. Tak jakby reszta pomadek u każdego wyglądała tak samo. Wiadomo, że wszystko zależy od pigmentu naszych ust. Mój jest bardzo ciemny, więc nie spodziewałam się lekkiego efektu. 


Ale nie przypuszczałam, że będzie aż taki mocny! Tuż po aplikacji jest to typowa fuksja. Kiedy błyszcząca warstwa się zje, zostaje nam sam pigment, który "wżera" się w usta na zasadzie lip-tintu. Jest niesamowicie trwała. Utrzymuje się nawet po 6-8h. 



 


 


Aplikacja jest możliwa nawet bez lusterka. Sztyft w konsystencji jest jak kredki świecowe :D a po ustach sunie bardzo swobodnie. Koszt to ok 24 zł.



Jestem ciekawa jak inne pomadki Barry M się sprawdzają. Jeśli są równie trwałe co Genie to chętnie zaopatrzę się w kilka sztuk pastelowych, przybrudzonych różów. 


Miałyście do czynienia z pomadkami tej firmy? Jak się sprawdzają? :-)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza