22 maja, 2017

PARÓWKI ZIOŁOWE - KOSMETYCZNE

Parówka kosmetyczna to jeden z najstarszych zabiegów na twarz. Pewnie większość naszych prababć czy babć już je stosowało. I w sumie nic dziwnego, bo to bardzo prosty, a zarazem tani sposób na pielęgnację skóry. Pod wpływem pary wodnej dochodzi do rozpulchnienia naskórka i rozszerzenia porów. W tym czasie opary ziół mogą pomóc skórę oczyścić czy też nawilżyć.


Przeciwwskazana jest dla osób posiadających cerę naczyniową i wrażliwą ze skłonnością do alergii (akurat to pwsk jest połowiczne, bo można wykorzystać samą parę wodną. W salonie kosmetologicznym jest wykorzystywany podobny zabieg, z użyciem wapozonu. Do domu możemy też kupić specjalne sauny do twarzy, albo po prostu nadstawić buzię nad garnek z wodą), a także przy złej tolerancji ciepła. Również nie powinno się stosować parówek przy zaburzeniach czucia oraz przy ogólnym osłabieniu organizmu.

Dla wszystkich osób, które nie mają z tym problemu sauny ziołowe powinny się sprawdzić. Dużą zaletą jest to, że każdy rodzaj cery na niej skorzysta. Sucha będzie bardziej nawilżona, tłusta zostanie oczyszczona z nadmiaru łoju, a trądzikowa dzięki parze wodnej zostanie odkażona, a opary ziołowe pomogą załagodzić stany zapalne. Podczas parówki ciepło działa na mikrokrążenie w skórze, więc cera nabiera też zdrowego kolorytu.


Wykonanie jest banalnie proste. Wystarczy wrzucić wybraną mieszankę ziołową do miski czy garnka. Można wykorzystać zioła świeże, ale też ususzone.

Polecane zioła dla poszczególnych typów cer: 
sucha: rumianek, nagietek, lipa, róża, kozieradka, melisa, lawenda, prawoślaz, podbiał, bez czarny 
normalna: dowolne z powyższej i poniższej grupy 
tłusta: bratek, pokrzywa, tymianek, szałwia, skrzyp, mięta, rozmaryn, oczar wirginijski, zielona herbata


Dodatkowo można użyć olejków eterycznych, kawałków owoców czy płatków kwiatów. Wtedy efekt w zależności od użytych surowców będzie mocniejszy i bardziej przyjemny.

Następnie przygotowaną mieszankę zalać przegotowaną wodą (ok. pół litra). Odczekać 5 minut, aż zioła się zaparzą po czym nastawić buzię nad parą (z zamkniętymi ustami – oddychamy przez nos, i zamkniętymi oczami). W zależności od typu cery jaki posiadacie czas oraz częstotliwość będzie zróżnicowana:
sucha 3-5 min/tydzień
mieszana 5-7 min/tydzień
tłusta 10 min/1-2x w tygodniu (dodatkowo można nakryć głowę ręcznikiem - jak przy inhalacjach)



Później osuszyć twarz ręcznikiem jednorazowym i opłukać letnią wodą. Następnie przetrzeć/spryskać zimnym tonikiem lub hydrolatem


Teraz skóra jest idealnie przygotowana na dalszą pielęgnację jak peeling i maseczkę (w przypadku glinek do zwilżania można użyć naparu z parówki). Przy rozpulchnionej skórze i otwartych porach oczyszczanie czy przenikanie substancji aktywnych jest ułatwione. Odradzam jednak oczyszczanie manualne (palcami czy łyżeczką Unny, obojętnie). Chociaż niedoskonałości łatwiej się pozbyć to można szybko z tym wyciskaniem przesadzić i narobić sobie blizn.

[nagietek, lipa i rumianek]

Stosujecie parówki ziołowe? Jaka jest Wasza ulubiona mieszanka? :-)

04 maja, 2017

POWIĘKSZAJĄCY BALSAM DO UST | DIY

Już od jakiegoś czasu duża część kobiecego społeczeństwa choruje na zrobione usta. Nie od dziś wiadomo, że pełne usta wyglądają po prostu dobrze. Jednak nie każda z nas na taki zabieg się zdecyduje, ze względu na zasoby finansowe, strach przed igłami czy wątpliwości, że zabieg pójdzie źle. Jest to jak najbardziej zrozumiałe! Dlatego dla takich osób świetnie powinny sprawdzić się wszystkie drogeryjne i bardziej ekskluzywne produkty powiększające doraźnie. 


Jeśli chcecie kompletnie pojechać po kosztach, a dodatkowo lubicie robić kosmetyki samodzielnie, to zapraszam do dalszego czytania :-)

Czas przygotowania: 15 minut

Działanie i właściwości: nawilżające, nabłyszczające, łagodzące, powiększające usta (dzięki zawartości olejku miętowego, który drażni receptory przez co nieświadomie układamy usta w inny sposób i wówczas wydają się optycznie większe)

 

Skład: olej z awokado (persea gratissima oil), wosk pszczeli biały (cera alba), olej rycynowy (oleum ricini), eteryczny olejek miętowy (mentha arvensis leaf oil)


Sposób przygotowania:
10 ml oleju z awokado, 1 ml oleju rycynowego i 6 ml wosku pszczelego podgrzewamy w kąpieli wodnej aż do rozpuszczenia wszystkich pastylek wosku. Odczekujemy ok 5 minut aż wszystko się ostudzi, po tym czasie dodajemy od 4 do 8 kropel eterycznego olejku miętowego. Dokładnie mieszamy i przelewamy do wcześniej zdezynfekowanych pojemniczków. Gotowe!



24 kwietnia, 2017

DENKO KOSMETYCZNE


Musująca babeczka do kąpieli, czekoladowa DIY
zużyłam do kąpieli stóp, bo jakoś nie miałam weny, żeby zużyć ją do kąpieli :D Fajnie zmiękczyła skórę i nawilżyła stopy

Adidas fresh, antyperspirant
świetny świeży zapach, ochrona na +. Przy moim poceniu daje radę! W użyciu kolejne opakowanie, polecam

Balea meeres-rauschen, żel pod prysznic
jak zwykle zapach zachwyca, utrzymuje się chwilkę na skórze i w całej łazience. Wydajny i tani. Innych właściwości pielęgnacyjnych niż oczyszczanie ten żel nie ma, ale i tak kupię jak będę mieć okazję.

RBA rokitnikowy, krem do rąk
skład okej, cena również, gorzej z zapachem. Można się przyzwyczaić, ale do najprzyjemniejszych nie należy. Ja wyczuwam nutkę bezdomnego z PKP połączoną z jakąś dziwną słodyczą. Z pewnością do siebie nie wrócimy :D


Cztery pory roku, przyspieszacz wysychania lakieru
bardzo lubię ten produkt, rzeczywiście po 2 minutach lakier jest już suchy. Dodatkowo zawiera olej z migdałów dlatego skórki po użyciu są mięciutkie i nawilżone na czym cały manicure zyskuje, bo po prostu wygląda to estetyczniej. Na promce w rossmannie dorwiecie za ok 5 zł, a wystarcza na wieki.

Mincer pharma, antiallergic krem cc
mam mieszane uczucia co do tego kremu. Ciężko go nałożyć, bo bardzo szybko matowieje, co jest poniekąd plusem, bo właśnie tego wykończenia w podkładach szukam. Kolejnym plusem jest to, że kolor rzeczywiście się dopasowuje. Krycie oceniam jako średnie, niestety dosyć mocno się ciastkuje i szybko wyświeca. Dodatkowo jest szalenie wydajny, ale jednak nie kupię go, bo końcowy efekt mnie na tyle nie zadowala.

Editt cosmetics, ziołowy zmywacz z kwiatkiem 
tani dlatego kupowany, radzi sobie z wszystkimi lakierami. Pewnie jeszcze się spotkamy.

Maybelline, the colossal volum express, tusz do rzęs
muszę zacząć od tego, że już na starcie mają u mnie plus za zwykłą szczoteczkę. Rozdziela, pogrubia, wydłuża, nie sypie się, dobrze zmywa, ale nie rozmazuje. Jeden z lepszych tuszy jaki używałam.


Alverde, volumen szampon do włosów
pamiętam jak bardzo chciałam go przetestować. Okazało się, że nie było warto aż tak się na niego napalać. Dosyć przeciętny, ale krzywdy mi nie zrobił. Zwiększenia objętości nie zauważyłam, wolę Alterrę.

RBA, papryczkowe serum na porost włosów
super skład, aż byłam w szoku, że za dwie dyszki można mieć tak fajny kosmetyk. Niestety nie zauważyłam, żeby włosy szybciej rosły czy mniej wypadały. Mimo wszystko lubiłam je stosować. Używałam też jako mgiełkę pod olej. Może kiedyś wrócę.

Batiste, wiśniowy suchy szampon
najlepsze suche szampony jakich używałam. Niesłychanie wydajne, mnie taka butla starcza na ok 8 miesięcy. Jak dobrze pójdzie to można dostać nawet za dyszkę. Dobrze odświeża włosy, ładnie pachnie i nie powoduje podrażnień. 

ZSK, olej z nasion bawełny
zużyłam do włosów, do kul do kąpieli i kilka razy do twarzy. Na włosach sprawdził się o dziwo bardzo dobrze. Fajnie je wygładził i nie puszyły się jak szalone. Łatwo się zmywał i nie zostawiał dziwnej powłoczki jak niektóre oleje potrafią to robić. 

ZSK, olej z pestek brzoskwini
do włosów nie lubiłam go używać, na twarz też średnio mi się sprawdził, tym bardziej, że w czystej postaci może być komedogenny, więc nie używałam go często non stop. Zużyłam też cześć do kąpieli i olejku do OCM.

ZSK, kwas hialuronowy 1%
jeden z lepszych półproduktów jaki używałam! Do twarzy, do kremów, do serum, do włosów. Cudo! W każdym wypadku sprawdza się wyśmienicie. HA nie tyle nawilża co wiąże wodę, więc nie ma bezpośredniego działania nawilżającego dlatego samodzielnie może nawet wysuszyć. Używany z głową natomiast daje fantastyczne rezultaty.

Seboravit, wcierka do włosów przetłuszczających się
recenzja

Natura Siberica, neutralny szampon do włosów
jestem na nie. Włosy przetłuszczały się nawet po mniej niż jednym dniu. Dodatkowo na skórze głowy po użyciu zawsze wyskakiwały mi jakiegoś niewiadomego pochodzenia krostki, które po jakimś czasie samoistnie znikały, ale samo pojawianie się ich nie było normalne. Był stosunkowo drogi i mało wydajny. Jedynie zapach mogę zaliczyć do pozytywnych.


Mincer pharma, antiallergic krem do twarzy i maseczka
krem w porządku, nie uczulił, nawilżył, nie rolował się, ogólnie na plus. Za to maseczka? Zupełna odwrotność, mimo iż ta sama seria. Po wchłonięciu zmywała się strasznie, a raczej nie zmywała. Zostawiała jakiś dziwny jakby woskowy osad. A na kolejny dzień dodatkowo obudziłam się z kilkoma niespodziankami 

Mincer pharma, vita c infusion krem do twarzy
j.w w przypadku kremu

Iwostin purritin, krem przywracający nawilżenie
był okej, ale na dłuższą metę przy mojej tłustej i trądzikowej cerze to byłoby za dużo dobrego.

Barwa, siarkowa moc, maseczka do twarzy
przed napisaniem tego denka robiłam przegląd kosmetyczny w domu i u siostry znalazłam te maseczki, okazało się, że były przeterminowane, nie dużo ale jednak. Nie lubię używać kosmetyków bez terminu ważności i zawsze na wszystkich krzyczę kiedy to robią, a tutaj sama postanowiłam je zużyć, taka ze mnie hipokrytka, ale jeszcze bardziej kosmetyków nie lubię wyrzucać. Nie wiem czy Wy też tak macie, ale jak coś się nie sprawdza to zawsze ląduje na stopach? W tym przypadku też tak było :D stopy były zmatowione, więc na twarz z łojotokiem na pewno warto byłoby ją użyć. 


Gorvita, żel aloesowy
ile czasu musiało upłynąć zanim pojawił się u mnie? Dużo! A ile czasu musiało minąć zanim go zużyłam? Chyba jeszcze więcej! :D Na twarz, jako dodatek do kremu, wymieszany 1:1 z olejem, na włosy, na spaloną skórę, na swędzącą skórę, na wypryski, do maseczek, na oparzenia, na rany. No po prostu wszędzie! Na pewno jeszcze się spotkamy. Może nie koniecznie z Gorvitą, ale samym żelem aloesowym obligatoryjnie.

Fitomed, krem odżywczy do cery suchej
recenzja

Fitomed, woda różana
recenzja

Isana, intensive pomadka do ust
bardzo słabiutka, nawilżenia nie odczuwałam wcale. Maziałam się później już tylko z przyzwyczajenia. Nie polecam!

Bielenda, super power mezo serum
wychwalane pod niebiosa na mnie nie zrobiło wrażenia. Może zbyt krótko stosowane? Może moje niedoskonałości są zbyt poważne i taki drogeryjny kosmetyk sobie nie poradzi. Mimo wszystko kupię ponownie i przyłożę się do stosowania.

Florihana, lawendowy hydrolat
mój pierwszy hydrolat! przy pierwszej aplikacji zapach zwalił mnie z nóg. Jest zupełnie inny niż w olejku eterycznym z lawendy. W hydrolacie bardziej daje łąką. Jednak jak zwykle do zapachu się przyzwyczaiłam. Działanie jest fantastyczne! Od razu orzeźwia, nawilża skórę, koi. Rano pomijam już nawet krem do twarzy, bo nawilżenie jaki daje mi ten hydrolat jest dla mojej tłustej cery wystarczający. Na pewno do siebie wrócimy! 

Life, krople do oczu
Nie wiem na ile można zaliczyć krople do oczu jako kosmetyki. Mniejsza o to. Najważniejsze jest to, że w pracy w pomieszczeniach mocno zakurzonych czy przy długim siedzeniu przed ekranem oczy dostają "w kość", a uczucie piasku pod powiekami jest jednym z bardziej irytujących. Wtedy krople są niezbędne! Już po jednej aplikacji czuć ulgę. Możecie polecić swoje ulubione, chętnie wypróbuję jakieś nowe.

15 kwietnia, 2017

NOWOŚCI KOSMETYCZNE

Kolejna tradycja blogowa. Siadam do napisania nowości, a w niedalekiej przyszłości mam w planach spore zakupy. Znowu ostatnio mam napady kosmetykoholizmu. Ratuje mnie przed nim jedynie brak funduszy na wszystkie moje zachcianki :D




W końcu zdecydowałam się na zakup zestawu do hybryd. W sumie gdyby nie zbliżające się okoliczności to pewnie dalej bym z tym zwlekała. Nie zdecydowałam się na gotowy zestaw. Każdą rzecz wybierałam sama i kupić to wszystko na raz jest mega czasochłonne. Jeszcze żeby jeden sprzedawca miał wszystko czego potrzebuję to jeszcze jakoś by to poszło, ale niee :D


Koniec końców robiłam zamówienie u 4 sprzedawców. Początkowo jeszcze lakiery nie przychodziły długo długo, a całą resztę już miałam i bardzo nie mogłam się doczekać, więc kupiłam jedną hybrydę w drogerii stacjonarnie. Po czasie stwierdzam, że i tak niektórych rzeczy mi brakuje. Także w miarę czasu niedobory będę uzupełniać.


 
Reszta zakupów to typowe produkty pierwszej potrzeby. Krem stwierdziłam, że wezmę największy, bo wystarczy na dłużej. Szczerze mówiąc miałam się też nim smarować cała, ale już odzwyczaiłam się od kremowania ciała, więc będę zużywać do stóp i rąk przez najbliższy rok. Przynajmniej zaoszczędzę na inne kosmetyki. W sumie wyszło sprytnie!

 
Żel miałam wypróbować sto lat temu. Wreszcie nadszedł ten moment i szczerze nie jestem zachwycona. To samo z maską z Isany, ale emolienty zużyje się zawsze, więc nie ma co płakać, tym bardziej, że to tylko 4 zł. Tusz byłam poniekąd zmuszona kupić, bo zapomniałam swojego. Chciałam najtańszy, więc pod uwagę brałam Lovely i Wibo. No to mam – pomyślałam po pierwszym użyciu. Jednak w miarę używania zaczęłam się do niego przekonywać i na dzień dzisiejszy nawet go lubię :D Glinkę błękitną złapałam w biegu, bo była na jakieś promce, a akurat moja marokańska się skończyła.

Co nowego u Was?

06 kwietnia, 2017

ZIMOWA AKTUALIZACJA WŁOSÓW 2016/2017 | + podcięcie końcówek

Pierwsza sezonowa aktualizacja. Nie jest do końca tak jak sobie zaplanowałam, ale i tak jest bliżej niż dalej!


Przez te 3 miesiące urosło mi mniej więcej 3-3,5 cm. Szczerze mówiąc jestem zawiedziona! Chociaż w sumie nie stosowałam się do mojego planu (czyli: miesiąc drożdże, siemię i inna kuracja lub przerwa). Piłam drożdże bardzo nieregularnie, a siemię tylko sporadycznie. Za to w obwodzie nadal 6 cm! Dopadło mnie też wiosenne przesilenie, ale ratowałam się kozieradką i nie było aż takiej tragedii przy wypadaniu włosów.


Włosy podcięłam maszynką na sucho i to był błąd. Włosy nie są tak równe jakbym tego chciała. Podcięcie maszynką bardzo moim włosom służy, ale na mokro! Poszło lekko ponad 6 cm. I nasuwa mi się tylko jedna myśl. Dawno nie miałam aż tak krótkich włosów, ale dawno też nie były tak mięsiste jak teraz. Oficjalnie pozbyłam się całości rozrzedzonych końcówek! Czasami trzeba zrobić dwa kroki w tył, żeby pewnie móc postawić jeden w przód.

grudzień 2016 | marzec 2017 przed podcięciem

grudzień 2016 | marzec 2017 po podcięciu

Przyrost: 3 - 3,5 cm
Podcięcie: 6 cm
Długość włosów: 50 cm

Paradoksalnie włosy noszę częściej rozpuszczone niż wtedy kiedy były długie, chociaż nie cierpię długości którą mam. Teraz będę skupiać się głównie na przyroście, chociaż zagęszczenie również mile widziane :D



Alterra Aufbau & Kraft, Eco Lab Odżywczy.
Bardzo lubię oba szampony! Alterrę używam raz w tygodniu jako, że ma mocniejsze detergenty. Włosy nie są mocno po nich spuszone i wytrzymują dwa dni od umycia (pod warunkiem, że nie macam ich nadmiernie :D). Nie zużyłam ich, więc na pewno jeszcze trochę poużywam, z przyjemnością :)


Isana Oil Kur, Organic Shop Avocado & Honey.
Typowo emolientowe maski. Nie przepadam za nimi jakoś szczególnie, ale były tanie (Isana 4,2 na promce i OS ok 8 zł) więc wzięłam. Co prawda Isana była mocno polecana, a OS chciałam wypróbować przed zmianą składu, więc nie żałuję zakupu :) Jako maski/odżywki po szamponie nie robią większej różnicy (jedynie włosy lepiej się rozczesują) to w przypadku zastosowania OMO puszenie ustępuje przynajmniej o połowę! Z użyciem jw.


Seboravit, RBA serum na porost, kozieradka.
Seboravit używam raz w tygodniu żeby zużyć > recenzja. Na serum od Babci Agafii mocno liczyłam, bo skład był bardzo obiecujący. Na pewno nie mogę zarzucić mu negatywnego działania, bo krzywdy mi nie zrobił, aczkolwiek super wpływu na porost czy babyhair też nie zauważyłam. Stosowałam co mycie (co 2 dni), może dlatego nie ma aż takich spektakularnych efektów. Mimo wszystko wcierka na plus. Kozieradka po raz kolejny mnie podratowała > recenzja


Oleje Alterra, Awokado
Ta mieszanka Alterry to taki średniaczek, zdecydowanie wolę wersję z pomarańczą w dużym opakowaniu. Awokado moje włosy lubią, więc olej też im służy > recenzja, aczkolwiek zauważyłam, że najlepiej sprawdza się w mieszankach.


Eco Lab mgiełka, Bioelixire serum
Standardowy duet. Najlepsza mgiełka do włosów > recenzja! A serum po wykończeniu mam zamiar zmienić, bo już nie zliczę która to moja buteleczka z kolei. Fajne, ale już mi się przejadło.

Kuracje wewnętrzne: drożdże i siemię. Stosowane nieregularnie = brak efektów

27 marca, 2017

FITOMED ~ KREM ODŻYWCZO - REGENERUJĄCY, NO 1

Każda skóra potrzebuje porządnego nawilżenia. Nawet ta łojotokowa! Jeśli posiadacie skórę tłustą to pewnie przerabiałyście schemat nie nawilżania jej,  bo przecież „trzeba skórę wysuszać, bo ciągle się świeci, a co za tym idzie - ograniczyć do minimum wszystkie nawilżające smarowidła”.
Jeżeli chociaż trochę interesujecie się pielęgnacją skóry tłustej to już pewnie wiecie, że to błędne koło.


W ciągu zimowych miesięcy skłaniam się do używania kosmetyków do cery suchej, bo te przeznaczone dla mojego typu cery są zbyt lekkie na mrozy.
Krem do cery suchej odżywczo – regenerujący w tym okresie sprawdza się wyśmienicie! Używałam go raz dziennie, bo częściej nie było takiej potrzeby, bo kiedy skóra jest dobrze nawilżona to krem jest już zbyt ciężki, więc dla cer suchych na pewno nie będzie za lekki.


Skład: hydrolat różany, woda, masło kakaowe, olej z kiełków pszenicy, olej z pestek winogron, olej z kiełków pszenicy, lecytyna, ceramidy, gliceryna, zagęstnik, humektant, zagęstnik, d-pantenol, emulgator, triglicerydy, koemulgator, konserwant, naturalny konserwant



Bardzo duży plus, że krem jest na bazie nie tylko wody, ale w pierwszej kolejności na bazie hydrolatu różanego, który pomoże zmniejszyć zaczerwienienia spowodowane częstą i gwałtowną zmianą temperatur. Krem ma lekką konsystencję, łatwo się rozsmarowuje. Mimo iż w składzie posiada oleje to szybko się wchłania, co prawda pozostawia błyszczącą skórę, ale myślę, że w przypadku skóry suchej nie miałoby to miejsca.


Miałyście kremy Fitomedu? :-)

20 lutego, 2017

Maseczki Balea | KONKURS! [zamknięty]

Będąc pierwszy raz w DM nie wiedziałam gdzie mam podziać oczy. Miałam wrażenie, że wszystko może mi się przydać, a już na pewno wszystko mogłabym przetestować. Głównym celem odwiedzenia tej drogerii była zawsze Balea, o której ciągle głośno. Przechodząc przez dział pielęgnacji twarzy w oczy rzuciły mi się maseczki, mimo, że były na ostatniej półce. Zastanawiałam się które wziąć. Nie mogłam się zdecydować, więc wzięłam... wszystkie. Typowo :D


Wszystkie maseczki mają pojemność 16 ml i kosztują ok 2-2,5 zł w zależności od kursu waluty. Wystarczają na ok 4-5 aplikacji. Prócz peel-off, mają kremową konsystencję i łatwo się rozprowadzają. Można zmyć wodą lub zebrać nadmiar wacikiem.



Maseczka mleko i miód
Zapach typowy dla tego połączenia w kosmetykach, lekko słodki i przyjemny. Skóra była po niej nawilżona i gładka. W składzie znajdują się oleje i proteiny, które odpowiadają za ten efekt.




Maseczka mleczna, truskawkowa
Ten zapach! O matko. Pachnie jak truskawkowo poziomkowy koktajl. Mniam! Składniki są podobne jak przy masce mleczno miodowej, dzięki czemu efekty są do siebie zbliżone. Jednak ze względu na zapach wolę tę wersję.




Maseczka z papają
Przy tym wariancie miałam spore oczekiwania. Jak wiadomo papaina (enzym zawarty w papai) działa eksfoljująco. Niestety nie doczytałam, że ten składnik jest po zapachu, więc ma dosyć marne szanse na działanie. Wyżej w składzie są substancje nawilżające i tak też maseczka działała. 



Maseczka paradise island
Niestety edycja limitowana, ale jeśli ją spotkacie to bierzcie w ciemno. Jak dla mnie najlepsza z wszystkich które testowałam! Mimo iż skład nie jest wybitny, ale przynajmniej wszystkie składniki są przed zapachem. Wypryski były załagodzone, wyciszone. Skóra była nawilżona gładka i błyszcząca (ale w ten pozytywny sposób, czyt: pełna blasku)




Maseczka oczyszczająca
Jej konsystencja jest trochę inna niż reszty. Zawiera w sobie małe drobinki dzięki czemu od razu możemy zrobić też peeling. Jeśli na twarzy są jakieś otwarte ranki, to lepiej jej nie stosować, bo zawiera sól. Dlatego nie jest to maska oczyszczająca, którą można zastosować zawsze. Skład jest fajny, bo jest i bambus który działa matująco, cynk który pomaga w walce z wypryskami, ale znajduje się w niej też pantenol, który działa łagodząco.



Maseczka peel-off
Konsystencja również różni się od reszty, lecz jest typowa dla tego typu maseczek. Średnio gęsty, przezroczysty żel. Skład tej maski jest ubogi, ale mimo to widać działanie. Po zastosowaniu cera jest załagodzona i lekko odżywiona. Dzięki specyficznemu usuwaniu resztek maseczki pozbywamy się też wągrów, przez co można przypisać jej działanie oczyszczające.


________________________________________________________________

Na koniec zostawiłam najlepsze, czyli konkurs! Do wygrania są 4 maseczki Balea. Wystarczy zgłosić się w komentarzu poniżej :-)


Regulamin konkursu:

  1. Musisz być obserwatorem mojego bloga, żeby wziąć udział w konkursie i wygrać maseczki Balea
  2. Możesz zaobserwować mnie na instagramie  
  3. Musisz odpowiedzieć na pytanie konkursowe (Jaka jest Twoja ulubiona maseczka?), zamieszczając odpowiedź w komentarzu pod tym artykułem
  4. Musisz podać swój adres e-mail w zgłoszeniu
  5. Rozdanie trwa od wtorku 20.02.2017 do 20.03.2017 do północy. Wyniki pojawią się w 21.03.2017 na moim blogu. Jeśli zwycięzca nie zgłosi się do 3 dni od opublikowania wyników, wybiorę następną osobę.
  6. Osoby niepełnoletnie muszą posiadać zgodę rodziców na wzięcie udziału w konkursie.
  7. Zwycięzca zostanie poproszony o podanie adresu do wysyłki na terenie Polski. Nagrodę wyślę wciągu 3 dni od otrzymania adresu.

Wzór zgłoszenia:
  obserwuję jako:
  odpowiedź:
  e-mail:



Konkurs wygrywa Karolina Ryszka. Gratuluję :-) Zgłoś się proszę na maila.