Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zrób sobie krem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zrób sobie krem. Pokaż wszystkie posty

10 kwietnia, 2016

Projekt denko

Od ostatniego wpisu tego typu nie minęło dużo czasu, ale moja torba zaczęła niebezpiecznie przybierać zbyt pękaty kształt. Kiedy wyciągnęłam wszystkie opakowania okazało się, że nie ma tego aż tak dużo jakby się mogło wydawać. Chociaż może to i dobrze. Istnieje większe prawdopodobieństwo, że więcej osób skusi się na przeczytanie. Jak zwykle starałam się podzielić produkty na kategorie. Jedziem z tym koksem.


Sylveco, odbudowujący szampon pszeniczno ~ owsiany; 
Jakiś czas temu go recenzowałam.

Balea professional, szampon głęboko oczyszczający;
Kupiłam go, po bardzo pozytywnej rekomendacji MsDoncellity. Zawsze go zachwalała i kiedy tylko nadarzyła się okazja musiałam wrzucić go do koszyka. Nie kosztował dużo, bo jakieś 10 zł z tego pamiętam. Był wydajny, miał przezroczystą konsystencję i bardzo ładny zapach. W składzie znalazły się sensowne składniki, które faktycznie miały szansę głęboko oczyścić skalp. Sól, cynk i mentol. Dodatkowo zawierał też glicerynę, pantenol i betainę, które łagodziły mocne działanie w/w składników. Szampon stworzony na bazie SLS i kokamidopropylbetainy, które spieniały kosmetyk. Włosy były gładkie, sypkie i lejące. Jedynym minusem było to, że włosy po jednym dniu były znowu do umycia. Przy następnej okazji skuszę się na inny wariant serii profesjonalnej. 


Petal Fresh Organics, balsam do ciała i rąk nawilżający ~ aloes i cytrusy;
Ostatnio wykończyłam żel, teraz przyszedł czas na smarowidło. W tym miejscu znajdziecie całą opinię na ich temat.

Alterra, krem do rąk ~ bio granat i masło shea;
Kupiłam go w listopadzie a dopiero teraz się skończył! Nie zdążyłam go jednak pokazać w "nowościach kosmetycznych". Kosztuje ok 6 zł. Skład marzenie! Same oleje, masła i ekstrakty. I co ważne, nie zawiera alko. Jako jeden z nielicznych kosmetyków Alterry. Po wchłonięciu zostawia lekką warstwę, ale nie tłuści wszystkiego wokół. Pozostawia wyraźne nawilżenie nawet po umyciu rąk. Zapach charakterystyczny dla serii z granatem. Ja za nim nie przepadam, ale nie jest też najgorszym zapachem na świecie. Mam ochotę na wersję rumiankową tylko muszę obczaić skład.


Zrób Sobie Krem, glinka biała;
Zużyłam kolejne opakowania i nadal podtrzymuję opinię o niej. Stosowałam ją teraz jeszcze bardziej regularnie i efekty były mocniej zauważalne. Oczyszcza, wycisza, łagodzi, rozjaśnia, goi i regeneruje.

Jadalny czekoladowy balsam do ust;
Stworzony podczas serii z KKA. Jedyne co mogę dodać, to to, że ilość kakao może być mniejsza. Wystarczy zabarwić produkt. Resztę opinii poznacie tutaj.

Balsam myjący do twarzy;
Kolejny kosmetyk samorobiony. Przepis i moja ocena znajduje się tu :-)

Physiogel, żel do twarzy wrażliwej;
Niestety teraz każda firma może nazwać swój kosmetyk hipoalergicznym nie mając nawet z tym nic wspólnego. Jednak ten rzeczywiście był łagodny, nie szczypał w oczy, ani nie podrażnił. Miał krótki skład, ale nie był za specjalny, z tego co pamiętam. Radził sobie też ze zmyciem lekkiego makijażu. Konsystencja była dosyć wodnista jak na żel. Myślę, że dla suchej skóry będzie świetny, bo po zmyciu czułam, że skóra jest lekko nawilżona.

Alverde, pianka do mycia twarzy z kwasami owocowymi;
Również skuszona przez Martę. Koszt to ok 12 zł. Oczywiście w zależności od bieżącego kursu euro czy korony czeskiej. Radziła sobie z makijażem oczu jak i twarzy. Alkohol, który znajdował się w składzie nie dawał po oczach, ale był wyczuwalny w zapachu. Reszta składu zaskoczyła mnie dosyć pozytywnie. Ekstrakty, wit E w towarzystkie oleju. Nono, na prawdę na plus. Była też wydajna, ale lekko szczypała w oczy. Pompka chodziła bez zarzutu. Opakowanie na pewno wykorzystam do innych kosmetyków. 


Miss Sporty, lakier do paznokci ~ clubbing color 040;
Na promo w Rossmannie skusiłam się na 4 kolory MS. Miedzy innymi jasny pudrowo mleczny róż, który w świetle dziennym jest odcieniem brzoskwini z łososiem. Po 6 miesiącach udało się go wykończyć. Rozcieńczałam go chyba z 3 lub nawet 4 razy i kolor nadal łapał. Utrzymuje się na paznokciach koło 4/5 dni, ale co z tego skoro po 2 dniach wygląda już źle. Lakier tak jakby pęka na końcach paznokci i w dane rowki wchodzi kurz co dale efekt popękanej suchej ziemi. 

Essie, lakier do paznokci ~ a list;
Najpiękniejsza czerwień w życiu. W ulubieńcach już wspominałam za co go kocham.

Sally Hansen, Top coat ~ Insta Dry
Odrobinę przyspieszał wysuszanie, ale jego główną zaletą było nabłyszczenie i efekt żelowych paznokci. Jednak niestety w połowie buteleczki zaczął gęstnieć i ciężko się go używało. Teraz przerzuciłam się na płyn przyspieszający wysychanie. 

Editt cosmetics, zmywacz do paznokci z witaminami;
Cena w stosunku do pojemności wychodzi przy nich najkorzystniej. Zmywają lakier i są wydajne. Dodatkowo nie śmierdzą jak większość zmywaczy.

Wasze zbiory się powiększają czy robicie wiosenne porządki? :-)

13 marca, 2016

KREM DO TWARZY - CZEKOLADA KOKOSOWA | PRZEPIS

Robicie czasami swoje kosmetyki? Mnie czasami nachodzi na różne eksperymenty i właśnie takim przepisem eksperymentalnym chciałabym się dzisiaj podzielić :-)

Jeżeli lubicie kokos i jego zapach to powinnyście się zakochać w każdym kosmetyku z jego zawartością. A jeśli lubicie też czekoladę kokosową to z przyjemnością będziecie używać ten krem :-) Olej kokosowy ma właściwości nawilżające, natłuszczające i kojące, ale przede wszystkim używam go tutaj jako naturalny zapach. Tak samo masło kakaowe które mogę wąchać pół dnia. Tak czekoladowego zapachu nie ma nawet czekolada! :D Olej z nasion bawełny i pestek arbuza są lekkimi olejami nawilżającymi nadającymi się idealnie do cery tłustej. Dodałam również odrobinę oleju z pestek brzoskwini, który również działa nawilżająco jednak osoby z tłustą cerą mogą go pominąć, bo może zapychać ujścia gruczołów łojowych. Bielony wosk pszczeli pełni rolę emulgatora. No i oczywiście mleko owsiane, które stanowi naszą fazę wodną i działa łagodząco.


Czas przygotowania: ok 20 minut
Poziom trudności: średnio trudne
Działanie i właściwości: nawilżające, łagodzące, kojące i oczywiście pachnące :D
Szczególnie odpowiedni dla skóry: wrażliwej, suchej
Trwałość: ok 2 tygodni (bez konserwantu)
Przechowywanie: w lodówce 

SKŁADNIKI:
Faza olejowa
- 5 ml oleju kokosowego
- 5 ml masła kakaowego
- 5 ml oleju z pestek arbuza
- 5 ml oleju z nasion bawełny
- 5 ml oleju z pestek brzoskwini

Faza wodna
- 30 ml mleka owsianego

Dodatkowo
- 3 ml kwasu hialuronowego 1%




SPOSÓB PRZYGOTOWANIA:
1. Płatki owsiane zalewamy wrzącą wodą. Odczekujemy ok 15 minut. Przecedzamy owsiankę przez pieluchę tetrową. 
2. Masło kakaowe oraz oleje kokosowy rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Kiedy mieszanka lekko przestygnie dodajemy resztę olejów. 
3. Obie fazy podgrzewamy do tej samej temperatury.
4. Ze względu na typ kosmetyku (czyli olej w wodzie) wkładamy mikser do fazy wodnej i po kropelce dodajemy naszą mieszankę olejową. Po dodaniu całości miksujemy jeszcze około minutę/dwie (pulsacyjnie) 
5. Kiedy mieszanka z faz wodnej i olejowej przestygnie dodajemy kwas hialuronowy (i konserwant jeśli używamy. Można dodać też witaminy czy olejki eteryczne)


I gotowe! Tylko nie zjedzcie :D
pozdrawiam, 0jla

10 marca, 2016

ULUBIEŃCY ZIMY

Z utęsknieniem czekam na słońce, ćwierkające ptaszki o poranku i 15 stopni. Jestem bardzo niecierpliwa i już dosyć mam zimowych kurtek i butów, które tylko utrudniają życie. Mam nadzieję, że chociaż wraz z kalendarzową wiosną rzeczywiście ona nastąpi, chociaż nie zdziwi mnie śnieg na Wielkanoc :D Tak czy siak, ja postanowiłam już zakończyć przygodę z tegoroczną zimą i prezentuję Wam moich ulubieńców właśnie z tego okresu :-)

Generalnym punktem grudnia był mój pierwszy własny kosmetyczny kalendarz adwentowy, który zawierał codzienny przepis na domowy kosmetyk. Włożyłam w niego sporo pracy i jeszcze więcej czasu, ale koniec końców jestem z niego zadowolona, a przede wszystkim dumna! :-)


Alterra, krem pod oczy z białą herbatą i bio winogronami - może nie chodzi tutaj konkretnie o ten krem, bo nie zauważyłam mocnego nawilżenia, jednak przez cienką warstwę kremu spojrzenie wcześnie rano jest obudzone i wygląda dużo świeżej. Dzięki niemu przypomniałam sobie jak przyjemnie używa się dodatkowego nawilżenia pod oczy 

Zrób Sobie Krem, glinka biała - fantastyczna! wystarczy 30 minut żeby zaczerwienienia ewidentnie zbladły. Dobrze działa również na drobne wypryski. Jest na tyle delikatna, że nigdy nie zdarzyło mi się, żeby mnie podrażniła czy wysuszyła


Baht&Body Works, żel antybakteryjny midnight pomegranate - niesamowicie wydajny, pięknie pachnący i użyteczny w kryzysowych sytuacjach kiedy nie można umyć rąk. Zapach jest tak intensywny, że czasami używałam go zamiast perfum, rozcierając odrobinę na nadgarstkach czy za uszami.

Lovely, matowy top coat - na zeszłej wielkiej promocji rosmanna kupiłam kilka lakierów i top. Szczerze mówiąc zastanawiałam się nad nim, a lakiery starannie wyselekcjonowane wrzucałam po kolei do koszyka i co się okazało? Że top wypada najlepiej z tych zakupów :D Wystarczy maźnąć paznokcie cieniutką warstewką i po kilku minutach możemy się cieszyć matowymi paznokciami do czasu aż lakier nie wymaga zmycia lub my nie chcemy zmienić koloru

Essie, lakier do paznokci "a list" - UWAGA! lakier komplementogenny! Seriously, nigdy nie dostałam tak wielu komplementów na temat lakieru jak na jego. Dosłownie za każdym razem, ktoś go chwalił. I tak jak zarzekałam się, że nie kupię essie w regularnej cenie, to chyba dla tego koloru będę zmuszona zrobić wyjątek. Najpiękniejsza czerwień życia


EcoLab, mgiełka do włosów prostująca - najlepsza naturalna odżywka do spryskiwania. Efekt prostych włosów rzeczywiście utrzymuje się dłużej. Niestety samoistnie włosów nie prostuje. Jednak polubiłam ją głównie za efekt jaki zostawia na włosach. Jeśli lubicie sypkie i gładkie włosy, to ta odzywka jest dla Was. A powiedzmy sobie szczerze, kto takich nie lubi? :D

Przechodząc powoli do akcesoriów:
Gumki sprężynki - nie są to oryginalne invisi, akurat mam partię która pochodzi z rossa i mam wrażenie, że są mniej wytrzymałe i szybciej tracą swoje właściwości do skurczania się. Jednak nie zmienia to faktu, że już praktycznie nie używam materiałowych gumek

Gumki recepturki - włosomaniaczki w tym momencie zgrzytają zębami i mają ochotę mnie zjeść, ale zanim mnie zlinczujecie pozwólcie, że się wytłumaczę :D Moje włosy mocno się przerzedziły i to już doskonale wiecie. Żadna gumka nie chce trzymać się na cienkim jak mysi ogonek końcu włosów. Tylko recepturki są w stanie utrzymać mi warkocz. Obiecuję, że jak tylko włosy zgęstnieją i będą trzymać się na nich zwykłe gumeczki, to je odstawię ;-)


Pędzelek do nakładania - np maseczek czy kwasów do czego ja właśnie go używałam. Odkąd go używam już nie mam problemu z nałożeniem równej warstwy maski. Kosztuje dosłownie 2/3 zł, a uprzyjemnia te zabiegi jeszcze bardziej

Ikea, miarki - tak jak już wspomniałam na początku, bez nich kalendarz raczej ciężko byłoby mi stworzyć. Praktycznie do każdego przepisu używałam ich kilka razy

Tiger, opaska kosmetyczna - na zajęcia potrzebujemy coraz więcej sprzętu kosmetologicznego. Na początku była potrzebna opaska. Chyba wszystkie dziewczyny zaopatrzyły się w rossmannie, ale moja Żydowska część się we mnie odezwała i postanowiłam znaleźć tańszą i oto jest! Piękna różowa opaska. Ułatwia maseczkowanie czy kwaszenie. Szczególnie pomocna jest wtedy, kiedy mam umyte włosy, a chcę zrobić coś na twarzy. Teraz już nie muszę, aż tak uważać czy się pobrudzę czy nie. Opaska świetnie się pierze. 

PLEJLISTA muzyki której najczęściej słuchałam w zimie :-)

Nie jest tego dużo. Teraz będę robić zdjęcia rzeczy, które bardzo polubię, więc dużo łatwiej będzie mi napisać taki post przy następnym końcu pory roku. Może w innych ulubieńcach pojawi się dodatkowa kategoria niż tylko kosmetyki, akcesoria i muzyka. Przynajmniej mam taką nadzieję. Co umilało Wam zimowe poranki czy wieczory? 

pozdrawiam 0jla :-)


13 lutego, 2016

Projekt denko

W zeszłym roku nie udało mi się pisać co miesiąc i zdecydowałam, że jednak takie posty będą się pojawiać raz na jakiś czas :-)


Balea, maseczki - mam w planach zrobić osobną recenzję tych masek bo wypróbowałam prawie wszystkie które były dostępne w DM w zeszłe lato.

Zrób Sobie Krem, biała glinka - wydaje mi się, że skończyła mi się bardzo szybko, ale przypomniałam sobie, że nie używałam jej tylko do pojedynczych maseczek, więc wybaczam. Ta wersja jest polecana do cery suchej, ale skoro moja trądzikowa, tłusta się z nią polubiła, to każda inna też powinna (a przynajmniej nie zrobi krzywdy) :-) 



Himalaya herbals, pasta do zębów sparkly white - kupiłam za poleceniem innych blogerek. W zasadzie się nie zawiodłam, ale nie otrzymałam też wybitnych efektów. Sprawdzę jeszcze tę drugą. Polujcie na nią na promo, bo w regularnej cenie troche burżuazja.

Garnier, płyn micelarny - nie podrażnia, nie szyczypie, zmywa makijaż jest wydajny i tani

Acne-Derm, maść z kwasem azelainowym - była to moja pierwsza maść z kwasami. Używałam jej przez miesiąc i wydaje mi się, że to trochę za krótko. Nie zauważyłam żadnych pozytywnych efektów, ale nie chcę jej ganić. Wydaje mi się, że skóra potrzebowała innego kwasu. Ponadto była tak mocno zanieczyszczona, że stężenie mogło być dla niej za słabe, ale na początek nie chciałam rzucać się na te wysokie. Podobno dobrze działa na przebarwienia. Jestem przekonana, że kiedyś spróbuję jej ponownie, ale stosować będę dłużej.

Aloe, przeciwtrądzikowy żel do twarzy - kupiłam też żel innej firmy i chciałabym go z nim porównać, bo w zasadzie nie wiem czego od takiego żelu wymagać. Miał ładny zapach (dzięki olejkowi eukaliptusowemu) dosyć szybko się wchłaniał i lekko nawilżał. 

Pharmaceris T, krem kojący do twarzy - te próbki dostałam od Pani Dermatolog na któreś wizycie i nie byłam przekonana, żeby nałożyć to na twarz, po tym jak sprawdziłam skład. Parafina, trójglicerydy, gliceryna. Ałć. Leżało x czasu i stwierdziłam, że po jednym użyciu nic mi się nie stanie, ale się stało. Głupia byłam, że nie użyłam tego wcześniej :D Po kwasach skóra mocno się łuszczy, a smarowanie jej olejami już mi się brzydło. Na raz wsmarowałam całą próbkę na twarz, szyję i dekolt. Na następny dzień wystarczyła mi już tylko 1/3 opakowania kolejnej próbki. Skóra była niesamowicie nawilżona, gładka, napięta, zaczerwienienia wyciszone. Nie jestem jednak pewna czy przy dłuższym stosowaniu by mnie nie zapchało, więc kremu nie kupię, ale próbka od czasu do czasu mile widziana

Sylveco, pomadka peelingująca - świetny skład, działanie, zapach, wydajność, cena. Na pewno kupię inne pomadki tej firmy 

Alverde, emulsja rumiankowa - łagodna, chociaż zawierała alkohol (tak jak większość kosmetyków tej marki) w składzie to nie wysuszyła mi buzi, śmiem nawet stwierdzić, że pozostawiała ją lekko nawilżoną. Oprócz wspomnianego alko ma też sporo ekstraktów i olejów i zastanawiam się czy dla mojej cery to nie było zbyt wiele dobroci. Myślałam, że będę mogła ją porównać do Alterry, ale jednak są to różne produkty. Ja wolę Alterrę :-)



Dry Shampoo, suchy szampon flower mood - z tego co pamiętam, Anwen porównywała jego działanie do Batiste. Ja się z tym nie zgodzę. Uczucie świeżości i zapach były gorsze. Poza tym dozownik czasami się zacinał i psikał sam, przez co czasami marnowałam produkt. Wydajność była okej, ale ja bardzo długo tego typu produkty. Ten starczył mi na ok 8 miesięcy

Alterra, odżywka morelowa - kiedyś włosomaniaczki mocno ją chwaliły i kiedy zobaczyłam ją w Rossmannie to od razu pomyślałam "biorę". Potem z ciekawości zajrzałam w skład i tak na prawdę nic ciekawego tam nie było, a składnik kompozycji zapachowej był już na 7 miejscu w składzie i dopiero po nim oleje i ekstrakty. Odłożyłam na półkę. Przy drugiej wizycie stwierdziłam, że może jednak... skoro tak zachwalały? No i wzięłam. Niestety. Nie widziałam po niej żadnych efektów. Nadaje się jako baza pod inne mieszanki, ale solo - kaplica

"Invisibobble" - tak na prawdę jest to gumka z Rossa. Rozwaliła mi się szybciej niż oryginał, a szkoda, bo uwielbiałam akurat ten kolor

GrinElixire, serum silikonowe argan oil - kupione w Biedrze na promocji. To już moje drugie opakowanie. Bardzo lubię. Ładnie pachnie, jest wydajne, tanie, dobrze chroni włosy. Skład też jest im przyjazny. Nie wiem czy po wykończeniu kolejnego opakowania które kupiłam skuszę się na niego, ale kiedyś jeszcze na pewno wrócę

Receptury Babuszki Agafii, tonik przeciw wypadaniu - recenzowałam go niedawno

Alterra, olejek z oliwką i limetką - jeszcze stara szata graficzna, nowa jest dużo ładniejsza. Dla moich włosów akurat mieszanka tych olei się nie sprawdziła, ale mimo to zużyłam z przyjemnością a to za sprawą ładnego, świeżego zapachu.



Carea, płatki kosmetyczne bawełniane - najlepsze (chociaż jeszcze bardziej lubię wersję aloesową)

Organique, kula do kąpieli grecka - dopóki nie spłynęła do ścieków dopóty cały karton z zapasami nią pachniał. Niesamowicie intensywny zapach. Chociaż nie każdemu odpowiada. Np dla mojego taty jest to zapach płynu do mycia auta, którego nie potrafił znieść :D więc musiał się męczyć z tym zapachem czterokrotnie. Następnym razem kulę podzielę na jeszcze mniejsze części. Skóra była niesamowicie nawilżona po niej. Lecz z drugiej strony ja też potrafię zrobić sobie takie nawilżające kule. Jeśli jakiś zapach bardzo mi się spodoba, to się skuszę :-)

Petal Fresh Organics - recenzowałam już ten żel razem z balsamem. Zdanie podtrzymuję, ale dorzucam jeszcze jedno info. Jest niesamowicie wydajny!



Bi~es, love forever - zapach wzorowany na Be Delicious DKNY. Na początku spełniał rolę wieczorową, jednak po jakimś czasie zaczęłam też używać go na dzień. W połowie flakonika byłam pewna, że kupię następne opakowanie i już nerwowo zaczynałam się rozglądać za kolejnym, bo ze strony z której go zamawiałam - zniknął. Jednak im mniej płynu w buteleczce się znajdowało tym bardziej się cieszyłam. Już tłumaczę. Na samym początku zapach był mocno ogórkowy, świeży, ale cięższy niż ChanSon d'Eau czy Elizabeth Garden Green Tea. Z czasem zapach zaczął gorzknieć. Już nie czuć w nim świeżego ogórka tylko gorzki spirol. Dopiero po chwili zapach łagodnieje. Bardzo mi się to nie podoba. Nawet jak na perfum za dwie dychy. Z wyżej wymienionym ChasSon się nic takiego nie dzieje, a kosztują podobnie. W Rossmannie widziałam kolejną podróbę DKNY tylko pod inną nazwą. Utrzymywanie się jest o dziwo dosyć dobre. Na skórze marnie, za to na ciuchach jak najbardziej.


Rimmel, scandaleyes retro glam - kupiłam na odległej jak galaktyka promocji w Rossmannie. Wydałam jakieś 18 zł. I jest to pierwszy tusz, od nie pamiętam jak długiego czasu, który się nie kruszy i nie osypuje. Ja mam z tym bardzo duży problem i już myślałam, że po prostu moje rzęsy nie chcą współpracować, ale chyba jednak chodzi o tusz. Fajna włochata szczoteczka w kształcie klepsydry. Lekko podkręcała moje proste jak druty rzęsiory. Pogrubiała, trochę przez sklejenie, ale nie robiła grudek. 

Pierre Rene, sztuczne rzęsy - tutaj już krótko o nich wspomniałam. Są też zdjęcia jak wyglądają na oczach. Wyrzucam je, bo trochę się powyginały i nie da się z nich doczyścić kleju, a na oczach to widać.

Lovely, summer trend nr 1 - niby limitka, ale założę się, że znajdziecie dokładnie taki sam w regularnej ofercie. Co do różowych lakierów jestem bardzo wybredna i nadal szukam idealnego. Ten był zbyt zimny. Jeśli wyglądałby tak jak w buteleczce to chętnie bym do niego wracała, chociaż na paznokciach trzyma mi się ok 3 dni



Jak Wasze zużycia?
pozdrawiam, 0jla

03 stycznia, 2016

NOWOŚCI urodowe ostatnich tygodni

Witam wszystkich w Nowym Roku! :-)
Zacznijmy od czegoś banalnego czyli nowości. Ostatni taki post pojawił się pod koniec września. Od tego czasu było mnóstwo promocji, na które oczywiście się skusiłam, aczkolwiek myślę, że z rozsądkiem. Zaczynajmy!


Na promocji Rossmanna kupiłam kilka lakierów, bo w swojej "kolekcji" były raptem trzy odcienie. Jeden oddałam siostrze, bo stwierdziłam, że to kompletnie nie mój kolor, a dwa z nich już powoli się kończyły. Do koszyka wpadły lakiery Miss Sporty (001, 040, 045, 151) oraz Lovely (25, matte).


Dobrałam też najtańszy zmywacz z Editt Cosmetics oraz dwa wysuszacze lakieru z Czterech Pór Roku.


Na wypróbowanie wzięłam anty-perspirant z Ziaji. Gąbeczki z Calipso były potrzebne na zajęcia (kupiłam też dobrze trzymającą opaskę materiałową w Tigerze, jest dużo lepsza niż ta Rossmannowska ;-)), a Biały Jeleń do Kosmetycznego Kalendarza Adwentowego na mydełka kakaowe.


Po wielu zachwytach tą pastą postanowiłam ją wypróbować, a promocja i Justyna z produktnatury.com.pl upewniła mnie w zakupie.


Kolejna rzecz z polecenia tym razem Marty z martusiowykuferek.pl, szampon Sylveco kupiony w Naturze. Olej rycynowy kupiony w aptece dla potrzeb #KKA. Kolejna buteleczka serum arganowego z promo w Biedrze (jeszcze aktualna!). I na koniec olejek na końcówki Alterra.


Na Dniu Darmowej Dostawy zamówiłam kolejną rzecz polecaną przez Martusię czyli toskańską maskę z Planety Organica.


Na innej stronie zamówiłam cedrowe mydło Babuszki Agafii oraz krem awokado z biolux. Dostałam także próbkę szamponu z Eubiony.


Na firmowej stronie Annabellek zamówiłam duże opakowanie podkładu matującego w odcieniu Golden Fair.

Przechodzimy teraz do mojego pierwszego zamówienia na stronie Zrób Sobie Krem. Kosmetyki wybierałam pod kątem przepisów, które znajdowały się w #KKA.
Na pierwszy ogień idzie 50g białej glinki. Dostałam również gratis w postaci małego opakowania glinki zielonej. Dalej znajduje się susz lawendy oraz nagietka, wosk pszczeli biały i surowe masło kakaowe. Dwa opakowania kwasu salicylowego (kiedy ja to zużyję? :D jakoś nie mogłam sobie wyobrazić, że 20g to wystarczająco dużo) no i do tego papierki lakmusowe jednobarwne. Wybrałam te jednobarwne, bo odezwały się we mnie moje cebulackie zapędy oszczędności, ale nie żałuję, bo sprawdzają się. Wybrałam też kilka olejów rafinowanych: z pestek arbuza, brzoskwini i nasion bawełny. Dorzuciłam też kwas hialuronowy 1%. Kupiłam również sporo olejków eterycznych, które starczą mi na wielki: miętowy, rozmarynowy, eukaliptusowy, lawendowy i mandarynkowy. 







Ostatnią pozycją jest książka, którą dostałam na Święta - Czysta skóra Adiny Grigore - :-)


I to wszystko. 

Jakie nowości przybyły Wam w ostatnim czasie? :-)

22 grudnia, 2015

Balsam do mycia twarzy (a 'la Clinique / The Body Shop), KKA #22

Już kilka firm wypuściło na rynek myjące balsamy do twarzy. Dlatego i my spróbujemy taki zrobić :-)

Czas przygotowania: 40 minut
Poziom trudności: średnie
Działanie i właściwości: oczyszczające, zmywające makijaż
Szczególnie odpowiednie dla: wszystkich typów cer

Składniki:
-oliwa z oliwek 25 ml
-olej rycynowy 25 ml
-masło kakaowe 30 ml
-wosk pszczeli lub masło shea 30 ml
-eteryczny olejek rozmarynowy 7 kropli
-eteryczny olejek eukaliptusowy 7 kropli
-eteryczny olejek lawendowy lub z drzewa herbacianego 6 kropli


Sposób przygotowania:
Dokładnie odmierzamy oleje, wosk i masło do pojemnika w którym będziemy je rozpuszczać. Kiedy całość się rozpuści czekamy, aż trochę ostygnie i dodajemy olejki eteryczne. Przelewamy do pojemniczka.












Używałyście już takiego balsamu? :-)

20 grudnia, 2015

Peeling kwasem salicylowym 20%, KKA #20

Przed użyciem peelingu warto przyzwyczaić skórę do kwasów. Tym bardziej jeśli w ogóle jeszcze nie miała z nimi do czynienia. Najlepszym sposobem jest tonik z tego samego kwasu. TUTAJ opisywałam jak go wykonać, więc jeśli chcecie zrobić peeling koniecznie przygotujcie najpierw tonik. TAM również opisywałam jakie cudowne efekty można uzyskać przy używaniu kwasu salicylowego. Peeling jest jeszcze bardziej skuteczny, bo jest mocniej skoncentrowany.

Czas przygotowania: 5 minut
Poziom trudności: łatwe
Działanie i właściwości: odnawiające naskórek, złuszczające
Szczególnie odpowiednie dla: cery tłustej, zanieczyszczonej, z zaskórnikami zamkniętymi i otwartymi


Składniki:
-1,5 ml kwasu salicylowego lub oleju
-4 ml spirytusu rektyfikowanego 95 %

*mydło

Ja peeling postanowiłam wykonać jednak na spirytusie, podobno jest bardziej skuteczny, jeśli macie skórę suchą polecam najpierw zrobić go na oleju.



Sposób przygotowania:
Odmierzamy dokładną ilość składników. Wlewamy spirytus/olej dopiero później dodajemy kwas, mieszamy do czasu aż kwas się nie rozpuści.




Sposób użycia:
Peeling można zaaplikować np pędzelkiem lub namoczyć wacik w roztworze i przetrzeć twarz. Zostawiamy go na twarzy ok 5-10 minut. Na początku może mocno piec, grzać, szczypać i drapać. Wszystko na raz. Jest to bardzo nieprzyjemne 30 sekund, ale później wszystko się uspokoi i czuć będzie jedynie lekkie ściągnięcie skóry. Po określonym czasie zmywamy koniecznie wodą z mydłem, żeby zneutralizować kwas. Łuszczenie wystąpi po ok 4 dniach od zabiegu. 




Ja przeczytałam, że taki peeling można stosować 2 razy w tygodniu. Dla mojej tłustej, grubej, dosyć mocno zanieczyszczonej skóry jest to stanowczo za często. Także jeśli macie suchą skórę to wystarczy Wam jeden ewentualnie dwa peelingi w miesiącu! Oczywiście nie ma ściśle określonego grafiku, kiedy taki peeling możemy wykonywać. Najlepiej jednak obserwować skórę i dostosowywać częstotliwość zabiegów do jej potrzeb :-)

Po peelingu nie złuszczamy jej już w inny sposób. Staramy się nie odrywać łuszczącej skóry, chociaż jest to bardzo kuszące, nie powiem, że nie :D Mocno twarz nawilżamy. Najlepiej też stosować kremy z filtrami.