Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alterra. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alterra. Pokaż wszystkie posty

23 stycznia, 2017

Projekt denko

Nie było go łohoho! Długo. Tak jak i mnie, w sumie. Póki co na uczelni nie było jeszcze gorzej, a kolejny semestr też nie zapowiada się zbyt ciekawie. Jednak fakt, że dzisiaj odpadły kolejne partie materiału do opanowania postanowiłam w końcu się tutaj pokazać.




Maybelline, the colossal volume - mój pierwszy tusz z tej serii, a właściwie to resztka którą podkradłam siostrze. Mimo to, że tusz był na wykończeniu zakochałam się w jego działaniu. Szczoteczka z włosia, umiarkowanie gęsta i spora. Dobrze rozczesuje i pogrubia rzęsy, widać też wydłużenie. Nie robi grudek i osypuje się dopiero po ok 6 miesiącach. Także... jestem na tak!


Pierre Rene, hi-tech eyeliner - szczerze mówiąc to już powinien dawno leżeć w koszu i aż wstyd się przyznawać. Liner miał ładny głęboki, czarny kolor, dobrze się utrzymywał, łatwo zmywał, ale niestety ten kształt opakowania nie ułatwiał malowania, mogłabym nawet powiedzieć, że było odwrotnie. Końcówka się zużyła bardzo szybko (czyt. wyschła) chociaż produktu było jeszcze sporo.


Lovely, matte top coat - cieszę się, że przy mojej małej fazie na maty na paznokciach zdecydowałam się na taki top, a nie kupowałam wszystkich odcieni w wersji matowej, bo teraz już ten efekt tak mi się nie podoba, więc i lakiery ciężko byłoby zużyć. Mat po tym topie trzymał się wzorowo przez dobre 3 dni, później zaczynał lekko się wyświecać, ale i tak nadal paznokcie były bardziej matowe niż bez niego. Kupiłam go na dużej promocji w rossmannie, więc ta 1/3, która mi zgęstniała bez bólu ląduje w koszu. 

Miss Sporty, lasting colour maxi brush  10 days nr 100 - jak dla mnie lakiery z MS są kiepskie, trzymają się ok 2 - maks 3 dni, potem nadają się tylko do zmycia. Końcówki ścierają się już po jednym dniu. Kolor był w porządku, ale jednak "a list" Essie to to nie był. Szukam dalej! Chociaż teraz już chyba powoli w tych hybrydowych 


Baikal Herbals, szampon do włosów cienkich - z wariantu do przetłuszczających się włosów byłam bardzo zadowolona, tak ten nie zrobił na mnie większego wrażenia. Łagodne mycie i w sumie tyle :-)

Joanna, rzepa - recenzja

Seboradin, maska z naftą kosmetyczną - wygrałam ją dawno temu. Skład typowo proteinowy, więc nie do stosowania co mycie. Z tą maską to była loteria. Czasami włosy były cudownie gładkie, rozprostowane i lśniące a innym razem otrzymywałam spuszone bocianie gniazdo.

Receptury Babuszki Agafii, balsam na kwiatowym propolisie - włosy za każdym razem były ogromnie napuszone i nadawały się tylko do spięcia. Jedynymi plusami była duża pojemność, niska cena, ułatwienie rozczesywania i miękkie włosy. Wersja brzozowa dla moich włosów zdecydowanie lepiej się sprawdza

Timotei, drogocenne olejki mgiełka - to jest kompletna porażka. Kupiła ją kiedyś moja siostra. Po tym jak zobaczyłam że na (!) pierwszym miejscu w INCI jest alkohol kategorycznie zabroniłam używania na włosy. I tak leżała, i leżała, i leżała, więc postanowiłam ją zużyć. Golić się na nią nie dało. Skóra spryskana nią była przesuszona, ale czego mogłam się spodziewać po takim składzie... Koniec końców wlałam ją do wanny i jedynie zapach na skórze był lekko wyczuwalny


Coty, chanson d'eau - nie wiem, które to już moje opakowanie, uwielbiam ten zapach

Ziaja, kokosowa terapia do rąk - to też leżało milion lat nieużywane, a że nie miałam żadnego kremu do stóp to zużyłam właśnie w tym celu, rewelki nie było i zapach jakiś taki mydlany

Balea, insel traum - zapach mocny, intensywny, w łazience zawsze utrzymywał się po kąpieli. Na skórze również. Nie przesuszył, wydajność też w porządku

Muller, maszynki do golenia - nie pokazywałabym tego papierka gdyby te maszynki nie były genialne! Jeśli macie możliwość wypróbujcie! Są to chyba najtańsze (te 7 maszynek nie kosztowało nawet 4 zł) jakie używałam i są rewelacyjne. Gładko suną po skórze, więc ten pasek faktycznie działa. Dodatkowo skóra nie jest taka wysuszona przy goleniu bez dodatków


Green Pharmacy, rumiankowy płyn micelarny - dobry i tani, następne butle w użyciu

Elmex, wersja pomarańczowa - gorsza niż zielona, ale i tak lepsza niż niejedna inna

Bioluxe, krem awokado - najlepsze kremy w tej cenie! To już moje drugie opakowanie i na pewno nie ostatnie. Dobrze nawilża, szybko się wchłania, nadaje się pod makijaż, nie roluje się. No rewelacja!

Alterra, krem pod oczy z białą herbatą i olejem winogronowym - fajny, lekki kremik. Niestety czasami zdarza mi się mieć podrażnione oczy, więc wtedy krem nie dawał ukojenia, bo w składzie posiada alkohol. Dobrze nadaje się pod makijaż, bo nie waży się i nie ciastkuje 


Jaki kosmetyk zużyłaś ostatnio? :-)

21 września, 2016

NOWOŚCI KOSMETYCZNE | pielęgnacja, kolorówka, akcesoria

Nie mam w zwyczaju robić dużych jednorazowych zakupów. Jakoś zawsze wolę rozłożyć wydatki na kilka zakupów, żeby nie doznawać szoku ile pieniędzy inwestuję w kosmetyki. Zatem dzisiaj pora na podsumowanie tych czteromiesięcznych.

Po powrocie z Niemiec stwierdziłam, że jednak nie kupiłam aż tak dużo. W zasadzie jak rozdałam część to już na serio jest tego troszkę. Dlatego zrobiłam dodatkowo zakupy w polskich drogeriach i złożyłam zamówienie na ezebrze. Najśmieszniejsze jest to, że i tak brakuje mi jeszcze kilku kosmetyków :D Wiecznie czegoś potrzebuję, a portfel się niestety sam nie uzupełnia! A szkoda.


Balei nigdy za wiele! Wszystkie zapachy są piękne! Co prawda nie utrzymują się długo na skórze, a kremowe wersje wcale nie pielęgnują, to natura blogerki kazała mi je wszystkie wpakować do koszyka. Nie żałuję! /0,55e/



W końcu w tym roku udało mi się odwiedzić Lush'a! Cóż to za cudowny sklep. Zauważyłam, że żadna osoba nie wychodziła stamtąd z pustymi rękoma :D Ja skusiłam się na klasyczny Comforter i na razie podziwiam i wącham. Koszt /ok 7e/


W niemieckim Rossie zaopatrzyłam się w jagodową piankę do golenia /ok 1e/, nową wersję szamponu Alterry /ok 2e/, małą maskę Swiss O Par /ok 1e/ i maseczkę firmy Aok /ok 2e/. Maseczka jest na bazie białej glinki, więc powinna być okej. Tym bardziej, że reszta składu jest w porządku. Jedynie co mnie zaskoczyło to fakt, że nie ma w niej nic aloesowego, a w sklepie gdy czytałam skład byłam przekonana, że tak było. Najwidoczniej zmyliła mnie szata graficzna :D 
W rodzimym kupiłam samoopalacz do jasnej karnacji /ok 10zł/, oliwkę BDFM, której zapomniałam umieścić na zdjęciu /ok 12zł/, Adasiowy antyperspirant /ok 10zł/, gumki sprężynki FYB /ok 5zł/, ale już mogę powiedzieć, że za bardzo ich nie polecam. To tworzywo jest bardzo miękkie, przez co gorzej trzymają.


Kontynuując. Konturówkę Lovely nr 1 /ok 10zł/, tusz Maybelline /ok 17zł/ oraz zalotkę firmy Ellite /ok 15zł/. W SuperPharm zaopatrzyłam się w krople do oczu /ok 15zł/, które tego lata uratowały mnie i jeszcze kilka innych osób :D. Teraz przeskakujemy do DM'u, w którym prócz żeli, upolowałam puder mineralny Alverde /ok 4e/ i pomadkę ochronną BeeNatural /ok 2e/.



W drogerii Endorphine kupiłam dwie wcierki. Jantar i Seboravit /ok 8zł/szt/, który dorwałam już w nowej butelce. Wydaje mi się, że będzie dało się używać!


Na wizycie kontrolnej u mojej Pani Dermatolog stwierdziłyśmy, że wypróbuję mniej podrażniającą maść - Acnelec /ok 20zł/, bez nadtlenku benzoilu, ale również z adapalenem. Na pojedyncze zmiany został mi przepisany Aknemycin /ok 35zł/. Dodatkowo vit PP /ok 5zł/szt/. 


I na sam koniec zamówienie internetowe. Henna Refectocil nr 3 /ok 15zł/, kupiłam ją głównie ze względu na siostrę, której sama grafitowa henna nie pasuje. Wydaje mi się, że nawet sam brąz byłby dla niej odpowiedni, bo ten odcień nie ma rudych tonów. Pastę cukrową /ok 10zł/ kupiłam z ciekawości. Już długo za mną chodziła. Najpierw w planach miałam woskarkę z paskami, ale koniec końców padło na pastę do której, jak producent twierdzi, pasków nie trzeba. Wpadło również trochę kolorówki mimo zbliżającej się promocji w Rossmannie. Wierzcie lub nie, ale kupiłam moją pierwszą paletę cieni :D /ok 15zł/. Ja za kolorówką specjalnie nie przepadam, ale coraz bardziej ciągnie mnie w jej stronę, więc postanowiłam nauczyć się malować cieniami! Dorzuciłam też dwie sztuki kredek z GR nr 10 i 12 /ok 10zł/ i jedną pomadkę w płynie nr 3 /ok 20zł/. Ostatnimi czasy na te kosmetyki jest taki hype, że chwilami boję się otworzyć lodówkę, żeby mi czasem stamtąd nie wyskoczyły. Chociaż! Jeszcze kilka odcieni bym u siebie widziała :D

I to by było na tyle. A ja już robię kolejną listę zakupów.
Co ostatnio sobie kupiłyście lub macie zamiar kupić? :-)

14 kwietnia, 2016

Alterra, Emulsja oczyszczająca - Aloes

W zeszłym roku miałam okazję pozwiedzać Niemieckie Rossmanny. Za każdym razem kiedy przeglądałam asortyment Alterry zastanawiałam się nad drugą wersją emulsji myjącej, która w Polsce dostępna nie była. W końcu ją kupiłam, bo stwierdziłam, że skoro Granatowa się sprawdziła to i ta pewnie też. 



Opakowanie wygląda dokładnie tak samo, tubka z miękkiego plastiku z otwarciem u podstawy kosmetyku. W środku 125 ml mlecznej emulsji o niezidentyfikowanym zapachu. Możliwe, że tak pachnie aloes, chociaż wydaję mi się, że ten nie ma zapachu. Wydajność była bardzo podobna, jak nie taka sama, jak w przypadku "naszej stacjonarnej" wersji. Wystarczyła na ok 2 miesiące codziennego używania. Kosztowała ok 2,5 €.



Skład: woda, gliceryna, alkohol*, olej sojowy*, emulgator, emulgator, emolient tłusty, emolient tłusty, wosk pszczeli (emolient tłusty), proszek z liści aloesu zwyczajnego*, masło shea*, olej jojoba*, guma ksantanowa (zagęstnik), olej z pestek winogron, zapach**, olejek eteryczny rumiankowy, wit E, konserwant, olej słonecznikowy, kwas anyżowy (naturalny konserwant), regulator pH, alkohol, emulgator.
*składniki z upraw ekologicznych.
**z naturalnych olejków eterycznych

Tak samo jak Granatowa, nie wysusza buzi. Dla cery suchej jednak polecałabym bardziej wersję z granatem, bo jest bogatsza w emolienty co dodatkowo zapobiega wysuszeniu skóry. Dla tłustych poleciłabym wersję aloesową, bo nie jest tak "ciężka". Na zimę jak znalazł! W lecie możliwe, że konsystencja będzie już za bogata i skóra może się buntować. Chociaż po oparzeniu słonecznym świetnie się sprawdzi, bo złagodzi rumień m.in za sprawą aloesu. Ta wersja również zawiera tłuste emolienty, które mogą zapychać pory, ale u mnie nic takiego się nie działo. W zasadzie na twarzy jest ona tak krótko, że substancje aknegenne mają bardzo mało czasu żeby zadziałać. Poleciłabym ją też wrażliwcom, bo jest bardzo łagodna dla skóry. Alkohol w składzie pełni raczej funkcję promotora składników nawilżających i innych niż podrażniacza. Ze zmywaniem delikatnego makijażu również sobie radziła. Spokojnie można zmywać nią też oczy, bo nie szczypała ani trochę. Mam nadzieję, że i w tym roku będę mogła przejrzeć rossmannowskie półki u naszych sąsiadów i wtedy z chęcią kupię ją ponownie.

Miałyście okazję jej używać? A może skusiłyście się na wersję dostępną u nas? :-)


10 kwietnia, 2016

Projekt denko

Od ostatniego wpisu tego typu nie minęło dużo czasu, ale moja torba zaczęła niebezpiecznie przybierać zbyt pękaty kształt. Kiedy wyciągnęłam wszystkie opakowania okazało się, że nie ma tego aż tak dużo jakby się mogło wydawać. Chociaż może to i dobrze. Istnieje większe prawdopodobieństwo, że więcej osób skusi się na przeczytanie. Jak zwykle starałam się podzielić produkty na kategorie. Jedziem z tym koksem.


Sylveco, odbudowujący szampon pszeniczno ~ owsiany; 
Jakiś czas temu go recenzowałam.

Balea professional, szampon głęboko oczyszczający;
Kupiłam go, po bardzo pozytywnej rekomendacji MsDoncellity. Zawsze go zachwalała i kiedy tylko nadarzyła się okazja musiałam wrzucić go do koszyka. Nie kosztował dużo, bo jakieś 10 zł z tego pamiętam. Był wydajny, miał przezroczystą konsystencję i bardzo ładny zapach. W składzie znalazły się sensowne składniki, które faktycznie miały szansę głęboko oczyścić skalp. Sól, cynk i mentol. Dodatkowo zawierał też glicerynę, pantenol i betainę, które łagodziły mocne działanie w/w składników. Szampon stworzony na bazie SLS i kokamidopropylbetainy, które spieniały kosmetyk. Włosy były gładkie, sypkie i lejące. Jedynym minusem było to, że włosy po jednym dniu były znowu do umycia. Przy następnej okazji skuszę się na inny wariant serii profesjonalnej. 


Petal Fresh Organics, balsam do ciała i rąk nawilżający ~ aloes i cytrusy;
Ostatnio wykończyłam żel, teraz przyszedł czas na smarowidło. W tym miejscu znajdziecie całą opinię na ich temat.

Alterra, krem do rąk ~ bio granat i masło shea;
Kupiłam go w listopadzie a dopiero teraz się skończył! Nie zdążyłam go jednak pokazać w "nowościach kosmetycznych". Kosztuje ok 6 zł. Skład marzenie! Same oleje, masła i ekstrakty. I co ważne, nie zawiera alko. Jako jeden z nielicznych kosmetyków Alterry. Po wchłonięciu zostawia lekką warstwę, ale nie tłuści wszystkiego wokół. Pozostawia wyraźne nawilżenie nawet po umyciu rąk. Zapach charakterystyczny dla serii z granatem. Ja za nim nie przepadam, ale nie jest też najgorszym zapachem na świecie. Mam ochotę na wersję rumiankową tylko muszę obczaić skład.


Zrób Sobie Krem, glinka biała;
Zużyłam kolejne opakowania i nadal podtrzymuję opinię o niej. Stosowałam ją teraz jeszcze bardziej regularnie i efekty były mocniej zauważalne. Oczyszcza, wycisza, łagodzi, rozjaśnia, goi i regeneruje.

Jadalny czekoladowy balsam do ust;
Stworzony podczas serii z KKA. Jedyne co mogę dodać, to to, że ilość kakao może być mniejsza. Wystarczy zabarwić produkt. Resztę opinii poznacie tutaj.

Balsam myjący do twarzy;
Kolejny kosmetyk samorobiony. Przepis i moja ocena znajduje się tu :-)

Physiogel, żel do twarzy wrażliwej;
Niestety teraz każda firma może nazwać swój kosmetyk hipoalergicznym nie mając nawet z tym nic wspólnego. Jednak ten rzeczywiście był łagodny, nie szczypał w oczy, ani nie podrażnił. Miał krótki skład, ale nie był za specjalny, z tego co pamiętam. Radził sobie też ze zmyciem lekkiego makijażu. Konsystencja była dosyć wodnista jak na żel. Myślę, że dla suchej skóry będzie świetny, bo po zmyciu czułam, że skóra jest lekko nawilżona.

Alverde, pianka do mycia twarzy z kwasami owocowymi;
Również skuszona przez Martę. Koszt to ok 12 zł. Oczywiście w zależności od bieżącego kursu euro czy korony czeskiej. Radziła sobie z makijażem oczu jak i twarzy. Alkohol, który znajdował się w składzie nie dawał po oczach, ale był wyczuwalny w zapachu. Reszta składu zaskoczyła mnie dosyć pozytywnie. Ekstrakty, wit E w towarzystkie oleju. Nono, na prawdę na plus. Była też wydajna, ale lekko szczypała w oczy. Pompka chodziła bez zarzutu. Opakowanie na pewno wykorzystam do innych kosmetyków. 


Miss Sporty, lakier do paznokci ~ clubbing color 040;
Na promo w Rossmannie skusiłam się na 4 kolory MS. Miedzy innymi jasny pudrowo mleczny róż, który w świetle dziennym jest odcieniem brzoskwini z łososiem. Po 6 miesiącach udało się go wykończyć. Rozcieńczałam go chyba z 3 lub nawet 4 razy i kolor nadal łapał. Utrzymuje się na paznokciach koło 4/5 dni, ale co z tego skoro po 2 dniach wygląda już źle. Lakier tak jakby pęka na końcach paznokci i w dane rowki wchodzi kurz co dale efekt popękanej suchej ziemi. 

Essie, lakier do paznokci ~ a list;
Najpiękniejsza czerwień w życiu. W ulubieńcach już wspominałam za co go kocham.

Sally Hansen, Top coat ~ Insta Dry
Odrobinę przyspieszał wysuszanie, ale jego główną zaletą było nabłyszczenie i efekt żelowych paznokci. Jednak niestety w połowie buteleczki zaczął gęstnieć i ciężko się go używało. Teraz przerzuciłam się na płyn przyspieszający wysychanie. 

Editt cosmetics, zmywacz do paznokci z witaminami;
Cena w stosunku do pojemności wychodzi przy nich najkorzystniej. Zmywają lakier i są wydajne. Dodatkowo nie śmierdzą jak większość zmywaczy.

Wasze zbiory się powiększają czy robicie wiosenne porządki? :-)

10 marca, 2016

ULUBIEŃCY ZIMY

Z utęsknieniem czekam na słońce, ćwierkające ptaszki o poranku i 15 stopni. Jestem bardzo niecierpliwa i już dosyć mam zimowych kurtek i butów, które tylko utrudniają życie. Mam nadzieję, że chociaż wraz z kalendarzową wiosną rzeczywiście ona nastąpi, chociaż nie zdziwi mnie śnieg na Wielkanoc :D Tak czy siak, ja postanowiłam już zakończyć przygodę z tegoroczną zimą i prezentuję Wam moich ulubieńców właśnie z tego okresu :-)

Generalnym punktem grudnia był mój pierwszy własny kosmetyczny kalendarz adwentowy, który zawierał codzienny przepis na domowy kosmetyk. Włożyłam w niego sporo pracy i jeszcze więcej czasu, ale koniec końców jestem z niego zadowolona, a przede wszystkim dumna! :-)


Alterra, krem pod oczy z białą herbatą i bio winogronami - może nie chodzi tutaj konkretnie o ten krem, bo nie zauważyłam mocnego nawilżenia, jednak przez cienką warstwę kremu spojrzenie wcześnie rano jest obudzone i wygląda dużo świeżej. Dzięki niemu przypomniałam sobie jak przyjemnie używa się dodatkowego nawilżenia pod oczy 

Zrób Sobie Krem, glinka biała - fantastyczna! wystarczy 30 minut żeby zaczerwienienia ewidentnie zbladły. Dobrze działa również na drobne wypryski. Jest na tyle delikatna, że nigdy nie zdarzyło mi się, żeby mnie podrażniła czy wysuszyła


Baht&Body Works, żel antybakteryjny midnight pomegranate - niesamowicie wydajny, pięknie pachnący i użyteczny w kryzysowych sytuacjach kiedy nie można umyć rąk. Zapach jest tak intensywny, że czasami używałam go zamiast perfum, rozcierając odrobinę na nadgarstkach czy za uszami.

Lovely, matowy top coat - na zeszłej wielkiej promocji rosmanna kupiłam kilka lakierów i top. Szczerze mówiąc zastanawiałam się nad nim, a lakiery starannie wyselekcjonowane wrzucałam po kolei do koszyka i co się okazało? Że top wypada najlepiej z tych zakupów :D Wystarczy maźnąć paznokcie cieniutką warstewką i po kilku minutach możemy się cieszyć matowymi paznokciami do czasu aż lakier nie wymaga zmycia lub my nie chcemy zmienić koloru

Essie, lakier do paznokci "a list" - UWAGA! lakier komplementogenny! Seriously, nigdy nie dostałam tak wielu komplementów na temat lakieru jak na jego. Dosłownie za każdym razem, ktoś go chwalił. I tak jak zarzekałam się, że nie kupię essie w regularnej cenie, to chyba dla tego koloru będę zmuszona zrobić wyjątek. Najpiękniejsza czerwień życia


EcoLab, mgiełka do włosów prostująca - najlepsza naturalna odżywka do spryskiwania. Efekt prostych włosów rzeczywiście utrzymuje się dłużej. Niestety samoistnie włosów nie prostuje. Jednak polubiłam ją głównie za efekt jaki zostawia na włosach. Jeśli lubicie sypkie i gładkie włosy, to ta odzywka jest dla Was. A powiedzmy sobie szczerze, kto takich nie lubi? :D

Przechodząc powoli do akcesoriów:
Gumki sprężynki - nie są to oryginalne invisi, akurat mam partię która pochodzi z rossa i mam wrażenie, że są mniej wytrzymałe i szybciej tracą swoje właściwości do skurczania się. Jednak nie zmienia to faktu, że już praktycznie nie używam materiałowych gumek

Gumki recepturki - włosomaniaczki w tym momencie zgrzytają zębami i mają ochotę mnie zjeść, ale zanim mnie zlinczujecie pozwólcie, że się wytłumaczę :D Moje włosy mocno się przerzedziły i to już doskonale wiecie. Żadna gumka nie chce trzymać się na cienkim jak mysi ogonek końcu włosów. Tylko recepturki są w stanie utrzymać mi warkocz. Obiecuję, że jak tylko włosy zgęstnieją i będą trzymać się na nich zwykłe gumeczki, to je odstawię ;-)


Pędzelek do nakładania - np maseczek czy kwasów do czego ja właśnie go używałam. Odkąd go używam już nie mam problemu z nałożeniem równej warstwy maski. Kosztuje dosłownie 2/3 zł, a uprzyjemnia te zabiegi jeszcze bardziej

Ikea, miarki - tak jak już wspomniałam na początku, bez nich kalendarz raczej ciężko byłoby mi stworzyć. Praktycznie do każdego przepisu używałam ich kilka razy

Tiger, opaska kosmetyczna - na zajęcia potrzebujemy coraz więcej sprzętu kosmetologicznego. Na początku była potrzebna opaska. Chyba wszystkie dziewczyny zaopatrzyły się w rossmannie, ale moja Żydowska część się we mnie odezwała i postanowiłam znaleźć tańszą i oto jest! Piękna różowa opaska. Ułatwia maseczkowanie czy kwaszenie. Szczególnie pomocna jest wtedy, kiedy mam umyte włosy, a chcę zrobić coś na twarzy. Teraz już nie muszę, aż tak uważać czy się pobrudzę czy nie. Opaska świetnie się pierze. 

PLEJLISTA muzyki której najczęściej słuchałam w zimie :-)

Nie jest tego dużo. Teraz będę robić zdjęcia rzeczy, które bardzo polubię, więc dużo łatwiej będzie mi napisać taki post przy następnym końcu pory roku. Może w innych ulubieńcach pojawi się dodatkowa kategoria niż tylko kosmetyki, akcesoria i muzyka. Przynajmniej mam taką nadzieję. Co umilało Wam zimowe poranki czy wieczory? 

pozdrawiam 0jla :-)


13 lutego, 2016

Projekt denko

W zeszłym roku nie udało mi się pisać co miesiąc i zdecydowałam, że jednak takie posty będą się pojawiać raz na jakiś czas :-)


Balea, maseczki - mam w planach zrobić osobną recenzję tych masek bo wypróbowałam prawie wszystkie które były dostępne w DM w zeszłe lato.

Zrób Sobie Krem, biała glinka - wydaje mi się, że skończyła mi się bardzo szybko, ale przypomniałam sobie, że nie używałam jej tylko do pojedynczych maseczek, więc wybaczam. Ta wersja jest polecana do cery suchej, ale skoro moja trądzikowa, tłusta się z nią polubiła, to każda inna też powinna (a przynajmniej nie zrobi krzywdy) :-) 



Himalaya herbals, pasta do zębów sparkly white - kupiłam za poleceniem innych blogerek. W zasadzie się nie zawiodłam, ale nie otrzymałam też wybitnych efektów. Sprawdzę jeszcze tę drugą. Polujcie na nią na promo, bo w regularnej cenie troche burżuazja.

Garnier, płyn micelarny - nie podrażnia, nie szyczypie, zmywa makijaż jest wydajny i tani

Acne-Derm, maść z kwasem azelainowym - była to moja pierwsza maść z kwasami. Używałam jej przez miesiąc i wydaje mi się, że to trochę za krótko. Nie zauważyłam żadnych pozytywnych efektów, ale nie chcę jej ganić. Wydaje mi się, że skóra potrzebowała innego kwasu. Ponadto była tak mocno zanieczyszczona, że stężenie mogło być dla niej za słabe, ale na początek nie chciałam rzucać się na te wysokie. Podobno dobrze działa na przebarwienia. Jestem przekonana, że kiedyś spróbuję jej ponownie, ale stosować będę dłużej.

Aloe, przeciwtrądzikowy żel do twarzy - kupiłam też żel innej firmy i chciałabym go z nim porównać, bo w zasadzie nie wiem czego od takiego żelu wymagać. Miał ładny zapach (dzięki olejkowi eukaliptusowemu) dosyć szybko się wchłaniał i lekko nawilżał. 

Pharmaceris T, krem kojący do twarzy - te próbki dostałam od Pani Dermatolog na któreś wizycie i nie byłam przekonana, żeby nałożyć to na twarz, po tym jak sprawdziłam skład. Parafina, trójglicerydy, gliceryna. Ałć. Leżało x czasu i stwierdziłam, że po jednym użyciu nic mi się nie stanie, ale się stało. Głupia byłam, że nie użyłam tego wcześniej :D Po kwasach skóra mocno się łuszczy, a smarowanie jej olejami już mi się brzydło. Na raz wsmarowałam całą próbkę na twarz, szyję i dekolt. Na następny dzień wystarczyła mi już tylko 1/3 opakowania kolejnej próbki. Skóra była niesamowicie nawilżona, gładka, napięta, zaczerwienienia wyciszone. Nie jestem jednak pewna czy przy dłuższym stosowaniu by mnie nie zapchało, więc kremu nie kupię, ale próbka od czasu do czasu mile widziana

Sylveco, pomadka peelingująca - świetny skład, działanie, zapach, wydajność, cena. Na pewno kupię inne pomadki tej firmy 

Alverde, emulsja rumiankowa - łagodna, chociaż zawierała alkohol (tak jak większość kosmetyków tej marki) w składzie to nie wysuszyła mi buzi, śmiem nawet stwierdzić, że pozostawiała ją lekko nawilżoną. Oprócz wspomnianego alko ma też sporo ekstraktów i olejów i zastanawiam się czy dla mojej cery to nie było zbyt wiele dobroci. Myślałam, że będę mogła ją porównać do Alterry, ale jednak są to różne produkty. Ja wolę Alterrę :-)



Dry Shampoo, suchy szampon flower mood - z tego co pamiętam, Anwen porównywała jego działanie do Batiste. Ja się z tym nie zgodzę. Uczucie świeżości i zapach były gorsze. Poza tym dozownik czasami się zacinał i psikał sam, przez co czasami marnowałam produkt. Wydajność była okej, ale ja bardzo długo tego typu produkty. Ten starczył mi na ok 8 miesięcy

Alterra, odżywka morelowa - kiedyś włosomaniaczki mocno ją chwaliły i kiedy zobaczyłam ją w Rossmannie to od razu pomyślałam "biorę". Potem z ciekawości zajrzałam w skład i tak na prawdę nic ciekawego tam nie było, a składnik kompozycji zapachowej był już na 7 miejscu w składzie i dopiero po nim oleje i ekstrakty. Odłożyłam na półkę. Przy drugiej wizycie stwierdziłam, że może jednak... skoro tak zachwalały? No i wzięłam. Niestety. Nie widziałam po niej żadnych efektów. Nadaje się jako baza pod inne mieszanki, ale solo - kaplica

"Invisibobble" - tak na prawdę jest to gumka z Rossa. Rozwaliła mi się szybciej niż oryginał, a szkoda, bo uwielbiałam akurat ten kolor

GrinElixire, serum silikonowe argan oil - kupione w Biedrze na promocji. To już moje drugie opakowanie. Bardzo lubię. Ładnie pachnie, jest wydajne, tanie, dobrze chroni włosy. Skład też jest im przyjazny. Nie wiem czy po wykończeniu kolejnego opakowania które kupiłam skuszę się na niego, ale kiedyś jeszcze na pewno wrócę

Receptury Babuszki Agafii, tonik przeciw wypadaniu - recenzowałam go niedawno

Alterra, olejek z oliwką i limetką - jeszcze stara szata graficzna, nowa jest dużo ładniejsza. Dla moich włosów akurat mieszanka tych olei się nie sprawdziła, ale mimo to zużyłam z przyjemnością a to za sprawą ładnego, świeżego zapachu.



Carea, płatki kosmetyczne bawełniane - najlepsze (chociaż jeszcze bardziej lubię wersję aloesową)

Organique, kula do kąpieli grecka - dopóki nie spłynęła do ścieków dopóty cały karton z zapasami nią pachniał. Niesamowicie intensywny zapach. Chociaż nie każdemu odpowiada. Np dla mojego taty jest to zapach płynu do mycia auta, którego nie potrafił znieść :D więc musiał się męczyć z tym zapachem czterokrotnie. Następnym razem kulę podzielę na jeszcze mniejsze części. Skóra była niesamowicie nawilżona po niej. Lecz z drugiej strony ja też potrafię zrobić sobie takie nawilżające kule. Jeśli jakiś zapach bardzo mi się spodoba, to się skuszę :-)

Petal Fresh Organics - recenzowałam już ten żel razem z balsamem. Zdanie podtrzymuję, ale dorzucam jeszcze jedno info. Jest niesamowicie wydajny!



Bi~es, love forever - zapach wzorowany na Be Delicious DKNY. Na początku spełniał rolę wieczorową, jednak po jakimś czasie zaczęłam też używać go na dzień. W połowie flakonika byłam pewna, że kupię następne opakowanie i już nerwowo zaczynałam się rozglądać za kolejnym, bo ze strony z której go zamawiałam - zniknął. Jednak im mniej płynu w buteleczce się znajdowało tym bardziej się cieszyłam. Już tłumaczę. Na samym początku zapach był mocno ogórkowy, świeży, ale cięższy niż ChanSon d'Eau czy Elizabeth Garden Green Tea. Z czasem zapach zaczął gorzknieć. Już nie czuć w nim świeżego ogórka tylko gorzki spirol. Dopiero po chwili zapach łagodnieje. Bardzo mi się to nie podoba. Nawet jak na perfum za dwie dychy. Z wyżej wymienionym ChasSon się nic takiego nie dzieje, a kosztują podobnie. W Rossmannie widziałam kolejną podróbę DKNY tylko pod inną nazwą. Utrzymywanie się jest o dziwo dosyć dobre. Na skórze marnie, za to na ciuchach jak najbardziej.


Rimmel, scandaleyes retro glam - kupiłam na odległej jak galaktyka promocji w Rossmannie. Wydałam jakieś 18 zł. I jest to pierwszy tusz, od nie pamiętam jak długiego czasu, który się nie kruszy i nie osypuje. Ja mam z tym bardzo duży problem i już myślałam, że po prostu moje rzęsy nie chcą współpracować, ale chyba jednak chodzi o tusz. Fajna włochata szczoteczka w kształcie klepsydry. Lekko podkręcała moje proste jak druty rzęsiory. Pogrubiała, trochę przez sklejenie, ale nie robiła grudek. 

Pierre Rene, sztuczne rzęsy - tutaj już krótko o nich wspomniałam. Są też zdjęcia jak wyglądają na oczach. Wyrzucam je, bo trochę się powyginały i nie da się z nich doczyścić kleju, a na oczach to widać.

Lovely, summer trend nr 1 - niby limitka, ale założę się, że znajdziecie dokładnie taki sam w regularnej ofercie. Co do różowych lakierów jestem bardzo wybredna i nadal szukam idealnego. Ten był zbyt zimny. Jeśli wyglądałby tak jak w buteleczce to chętnie bym do niego wracała, chociaż na paznokciach trzyma mi się ok 3 dni



Jak Wasze zużycia?
pozdrawiam, 0jla

03 stycznia, 2016

NOWOŚCI urodowe ostatnich tygodni

Witam wszystkich w Nowym Roku! :-)
Zacznijmy od czegoś banalnego czyli nowości. Ostatni taki post pojawił się pod koniec września. Od tego czasu było mnóstwo promocji, na które oczywiście się skusiłam, aczkolwiek myślę, że z rozsądkiem. Zaczynajmy!


Na promocji Rossmanna kupiłam kilka lakierów, bo w swojej "kolekcji" były raptem trzy odcienie. Jeden oddałam siostrze, bo stwierdziłam, że to kompletnie nie mój kolor, a dwa z nich już powoli się kończyły. Do koszyka wpadły lakiery Miss Sporty (001, 040, 045, 151) oraz Lovely (25, matte).


Dobrałam też najtańszy zmywacz z Editt Cosmetics oraz dwa wysuszacze lakieru z Czterech Pór Roku.


Na wypróbowanie wzięłam anty-perspirant z Ziaji. Gąbeczki z Calipso były potrzebne na zajęcia (kupiłam też dobrze trzymającą opaskę materiałową w Tigerze, jest dużo lepsza niż ta Rossmannowska ;-)), a Biały Jeleń do Kosmetycznego Kalendarza Adwentowego na mydełka kakaowe.


Po wielu zachwytach tą pastą postanowiłam ją wypróbować, a promocja i Justyna z produktnatury.com.pl upewniła mnie w zakupie.


Kolejna rzecz z polecenia tym razem Marty z martusiowykuferek.pl, szampon Sylveco kupiony w Naturze. Olej rycynowy kupiony w aptece dla potrzeb #KKA. Kolejna buteleczka serum arganowego z promo w Biedrze (jeszcze aktualna!). I na koniec olejek na końcówki Alterra.


Na Dniu Darmowej Dostawy zamówiłam kolejną rzecz polecaną przez Martusię czyli toskańską maskę z Planety Organica.


Na innej stronie zamówiłam cedrowe mydło Babuszki Agafii oraz krem awokado z biolux. Dostałam także próbkę szamponu z Eubiony.


Na firmowej stronie Annabellek zamówiłam duże opakowanie podkładu matującego w odcieniu Golden Fair.

Przechodzimy teraz do mojego pierwszego zamówienia na stronie Zrób Sobie Krem. Kosmetyki wybierałam pod kątem przepisów, które znajdowały się w #KKA.
Na pierwszy ogień idzie 50g białej glinki. Dostałam również gratis w postaci małego opakowania glinki zielonej. Dalej znajduje się susz lawendy oraz nagietka, wosk pszczeli biały i surowe masło kakaowe. Dwa opakowania kwasu salicylowego (kiedy ja to zużyję? :D jakoś nie mogłam sobie wyobrazić, że 20g to wystarczająco dużo) no i do tego papierki lakmusowe jednobarwne. Wybrałam te jednobarwne, bo odezwały się we mnie moje cebulackie zapędy oszczędności, ale nie żałuję, bo sprawdzają się. Wybrałam też kilka olejów rafinowanych: z pestek arbuza, brzoskwini i nasion bawełny. Dorzuciłam też kwas hialuronowy 1%. Kupiłam również sporo olejków eterycznych, które starczą mi na wielki: miętowy, rozmarynowy, eukaliptusowy, lawendowy i mandarynkowy. 







Ostatnią pozycją jest książka, którą dostałam na Święta - Czysta skóra Adiny Grigore - :-)


I to wszystko. 

Jakie nowości przybyły Wam w ostatnim czasie? :-)

08 listopada, 2015

Projekt denko #6 - #10

WŁOSY:

> ISANA, odżywka do włosów w sprayu z olejem arganowym<
Skład nawet nie taki najgorszy, ale włosy były po niej dziwnie oblepione. Większych właściwości nawilżających nie zauważyłam. Nie polecam

>Eco Lab, odżywka do włosów z olejem awokado<
Fantastyczna odżywka! Nie wiem czy nie najlepsza jaką do tej pory używałam. Mogłabym ją porównać do popularnej Garnier Aik, z tym, że EL ma jeszcze lepszy skład niż Garnier, bo nie ma alkoholu izopropylowego. Posiada dodatkowo inne odżywcze składniki. Nałożona już na minutę daje fenomenalne efekty. Odżywka z pewnością zasługuje na osobną recenzję.

>Receptury Babuszki Agafii, miodowe mydło do mycia ciała i włosów<
Znacie już moją opinię na jego temat tutaj :-)

>Invisibobble, gumki do włosów<
Bardzo je lubiłam, „wystarczyły” mi na ok rok. Byłam z nich bardzo zadowolona. Tym razem kupiłam duplikat w Rossmannie

>Sylveco, pszeniczny szampon do włosów<
Po próbce wydawał się obiecujący, dodatkowo Martusia go zachwalała, więc oczywiście nie mogłam go nie kupić

>Biovax, maska do włosów do włosów słabych skłonnych do wypadania<
Kupiłam ze względu na zawartość aloesu, miodu i henny w składzie na dosyć wysokich pozycjach. Włosy po niej były miękkie, ale nie przekonała mnie tak, żeby kupić całe opakowanie.

PAZNOKCIE:

>Editt cosmetics, zmywacz do paznokci ziołowy z nagietkiem<
Nie najgorszy. Jeśli nie będzie innego, to tragedii też nie będzie ;-)

>Poezja, zmywacz do paznokci rumiankowy<
Ulubiony J

>Wibo, chick matte nr 5<
Mat trzyma ok 4 dni, także myślę, że nie najgorzej, bo mało który lakier tyle wytrzymuje. Kolor ładny, ale jednak chyba nie „mój”. Jeśli lubujecie się w takich odcieniach, to bierzcie!

>NYC, odżywka do paznokci<
Nałożona w kilku warstwach stwarza wrażenie gnijących paznokci, więc efekt raczej średni. No chyba, że ktoś lubi. Wtedy bez krępacji. Przy jednej warstwie tego nie widać, ale wrażenie jest inne niż przy bezbarwnym.

CIAŁO:

>Nivea, antyperspirant stress protect<
Dosyć dobrze chroni, ale chyba znalazłam coś lepszego i tańszego. Zapach przyjemny. Ubra©n też nie bieli.

>ISANA, antyperspirant fitness<
Myślałam, że jest w porządku, dopóki nie użyłam innych po długim odstępie czasu. Jest tani, ładnie pachnie, ale ochrona średnia. Dla osób z małą potliwością się sprawdzi.

>Orginal Source, skrub miętowy<
Bardzo ciężka konsystencja do rozprowadzenia. Ucieka z dłoni, ale po rozmydleniu jest niezły. Drobniki są wyczuwalne. Jednak przez tę konsystencję chyba jednak zostanę przy zwykłym żelu.

>Green Pharmacy, krem do rąk arganowy<
Tani, dobrze nawilża, w miarę szybko się wchłania, zostawia przyjemną powłoczkę

>Bioluxe, krem do rąk oliwkowy<
Najlepszy krem jaki do tej pory miałam. Ekspresowo się wchłania, ładnie pachnie, mocno nawilża, jest w miarę tani i ma świetny skład.

>Avon, krem do stóp z silikonem i gliceryną<
Piękny zapach, ale nawilżanie było średnie, bardzo wydajny i raczej tani

>The Secret Soap Store, mydło jabłkowe<
Świetnie domywa pędzle, zostają takie mięciutkie! Do ciała też sprawdzają się nieźle.

>Avon, olejek do ciała satynowy<
Tragedia. W składzie alkohol i silikony… Bardziej wysuszał niż nawilżał, skóra też nie była specjalnie „satynowa”

TWARZ:

>Sylveco, krem lekki nagietkowy<
Po tych wszystkich zachwytach kremami Sylveco oczekiwałam czegoś wspaniałego. Chyba spodziewałam się zbyt dużo. Co prawda, krem był nawilżający, dosyć wydajny, skład miał ładny, ale chyba cena jest jednak za wysoka dla tego działania. 

>Key, olejek z drzewa herbacianego<
Świetny do maseczek i toników. Wyśmienicie sprawdza się też solo. Po 2,3 dniach podskórne, bolące gródki znikają. Do zapachu trzeba się przyzwyczaić, ale jeśli już go polubimy to działa odprężająco, relaksująco i odświeżająco.

>Pierre Rene, puder do twarzy w kompakcie<
Zużyłam już jedno takie opakowanie i dalej jestem tego samego zdania. Matuje na  ok. 4h, lekko kryje i tyle.

>Algo, algi<
Niestety ostatnie opakowanie, które miałam w zapasach. Dla mojej tłustej trądzikowej skóry się sprawdzały. Stany zapalne goiły się szybciej. Łagodziły zaczerwienienia i dobrze oczyszczały skórę. Chętnie zaopatrzę się w kolejną porcję

>Perfecta, tonik z kwasami<
Nic specjalnego. Chyba moje problemy z cerą są bardziej zaawansowane niż myślałam, tonik nie pomógł. Osoby, które nie mają zbyt wielkiej udręki z cerą powinny być z niego zadowolone.

>Epiduo<
Pomaga tylko troszkę, ale kiedy zaprzestaje się stosowania to problem wraca. Wysusza skórę, ale nie podrażnia.

>Alterra, emulsja 2w1<
Bardzo lubiłam zmywać nią makijaż. Emulsja nawilżała twarz i zastanawiam się czy nie była zbyt ciężka dla mojego typu cery. Lubię takie mleczka, ale nie wiem czy nie zapychają mi porów.

>Receptury Babuszki Agafii, maseczka do twarzy dziegciowa<
Zauważyłam, że moja skóra lubi maseczki na bazie białej glinki. Ta właśnie taka była. Miała lekko męski zapach, który mi się podobał, ale wiem, że nie wszystkim przypadnie do gustu. Ładnie ściągała pory, dobrze oczyszczała, była wydajna, bardzo tania i przede wszystkim miała dobry skład. 

>Physiogel, żel do twarzy<
Dało się nim zmyć makijaż, ale był bardzo niewydajny, bo taka saszetka wystarczyła mi tylko na raz. Skóra po umyciu była gładka w dotyku, ale raczej nie kupię pełnowymiarowego opakowania

>Sylveco, peeling oczyszczający<
Ogromnie wydajny! Kiedy zdecydujecie się, żeby go kupić, to polecam podzielić się jeszcze z jedną osobą, bo nie jest możliwe zużyć go w całości w 6 miesięcy stosując 2 razy w tygodniu! Dosyć ładny zapach i przyjemna konsystencja. 

>Lilibe, płatki kosmetyczne< i >All about beauty, płatki kosmetyczne<
Nie zostawiają paprochów, czasami się rozwarstwiają i chłoną dosyć sporo produktu, przez to, że nie są zszyte.

To już wszystkie zużycia z 5 miesięcy. Trochę miejsca się zwolniło. Staram się dokupować na bieżąco, ale na DDD nie omieszkam zrobić zapasów :D Chomikujecie czy zużywacie?

pozdrawiam, 0jla
________________________________________